wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 20."Szczęśliwy dzień"


Zayn POV:
Spacerowaliśmy wzdłuż plaży, na którą wcześniej szliśmy godzinę !
Nigdy bym tyle nie szedł, bo po co, skoro mam auto... Ale przez ten cholerny urok Perrie, musiałem się zgodzić. Nie potrafiłem jej odmówić...niczego.
Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce. Nasze splecione palce, idealnie do siebie pasowały. Przechodząc obon nas małżeństwa, młode i te w podeszłym wieku, uśmiechały się do nas szczerze. Myśleli pewnie, że jesteśmy parą.
Nie jesteśmy. Niestety nie...
Perrie pociągnęła mnie na klif i usiadła na jego końcu. Dołączyłem do niej po chwili. Kiedy tylko usiadłem, od razu się do mnie przytuliła. Poczułem się jak jej chłopak. Szczęśliwy chłopak.
Cholera no!
-Zi...
-Hmm?
-Jesteś szczęśliwy teraz? -spytała dziewczyna spoglądając na mnie z dołu.
Wyglądała jak anioł.
-Tak jasne, czemu pytasz?
-Bo nie wyglądasz, żebyś był... To przez mnie, tak? -spytała.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
-Oczywiście, że nie. Jestem szczęśliwy. -uśmiechnąłem się, ale chyba mi nie uwierzyła.
-Wolałbyś tu pewnie być ze swoją dziewczyną, prawda?
-Nie mam dziewczyny Pezz... A nawet jeśli bym miał, to i tak siedziałbym tu z Tobą, bo wolę Ciebie Kotek. -odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
Uśmiechnęła się słodko. Przytuliłem ją mocno i oboje w ciszy, wpatrywaliśmy się w morze.

Lucy POV:
W domu nikogo nie było. Chłopcy to żadna nowość, ale Perrie...
Chciałam z nią porozmawiać, o... O wcześniejszych wydarzeniach. To "przepraszam", które wypowiadał Stiles, brzmiało tak prawdziwie....
Nie wiedziałam, co mam myśleć o tym wszystkim.
Usiadłam w salonie na kanapie i wpatrywałam się w zegar na ścianie.Miał cudny uśmiech, kiedy dałam mu całusa w policzek...
Właśnie! W ogóle dlaczego ja go pocałowałam!?
-Może dlaczego, że Ci się spodobał?-powiedział głosik w mojej głowie.
Wiedziałam, że z nim nie wygram.
Wyciągnęłam telefon z tylnej kieszonki spodenek i szybko napisałam do Zayna.

Odłożyłam telefon na stolik i poszłam wziąć prysznic. Musiałam ochłonąć!

Zayn POV:
Siedzieliśmy oparci o niewielki kamień. Bawiłem się włosami Pezz, a ona z zamkniętymi oczami, opowiadała mi o swoich szkolnych wybrykach. Była taka słodka, kiedy dzieliła się ze mną tymi wspomnieniami. Poczułem wibracje w kieszonce. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, mój telefon znajdował się w rękach Pezz.
Normalnie, to zacząłbym spazmować i wydzierać telefon, jeżeli miałby go ktoś inny...
Ale ta słodka istotka leżąca ma moich kolanach miała już wszystko... Włączając w to moje serce.
-Kto to? -spytałem.
-Lucy... Napisała "Gdzie jesteście Zakochańce?"- powiedziała, robiąc cudzysłów w powietrzu.
Zaśmiałem się tylko cicho, ale nie odezwałem się. Widziałem, jak dziewczyna odpisuje.
Odłożyła telefon i uśmiechnęła się.
-Pokaże Ci coś
Sięgnęła po swój telefon i go odblokowała. Po chwili moim oczom, ukazała się tapeta, na której byłem ja!
Spałem...
Zaśmiałem się głośno i pocałowałem ją w czoło.
-Zrobiłam je, wtedy, gdy patrzyliśmy na wschód słońca. -uśmiechnęła się.
-Wyszedłem dziwnie... -skrzywiłem się.
-Wyszedłeś słodko i uroczo! -zaprotestowała dziewczyna.
-Wyszedłem jak ciota!
-Zamknij się!-zaśmiała się Pezz i przytuliła do mnie.
W tak bardzo miły sposób, spędziliśmy cały dzień.
***
Leżeliśmy zmęczeni po całym dniu. W pokoju było gorąco, ale ani mi, ani Pezz nie chciało się wstać otworzyć okna. Zrobiliśmy sobie wycieczkę wzdłuż plaży, potem wrzuciłem Perrie do wody, za do dostałem opieprz. Chciałem, żeby było więcej takich dni... W których jest taka szczęśliwa !
-Zayn, nie mogę spać... -szepnęła mi do ucha Pezz.
-Co mam zrobić? -uśmiechnąłem się.
-Zaśpiewaj dla mnie.
Zaśmiałem się cichutko, w głowie szukając jakiejś piosenki.



- *I, I, I don't know why, why
It seems like every other night you pick a fight, fight.
And I know I do the same, be callin' you out your name,
This is not what lovers are suppose to do.
Śpiewałem cicho, wiedząc, że Pezz wsłuchuje się w słowa piosenki
- You tell me to go, I start walkin out,
We both know what we're all about.
We fuss, fight, and scream, 
And it's all because of love, 
but you know I both know we ain't ever giving up.
Blondynka przesunęła głowę, tak że teraz wpatrywała się we mnie. Nigdy nikt nie słuchał mnie śpiewającego, jednak przed Perrie nie czułem się źle, robiąc to
- Everytime I try to leave
Somethin's tells me turn around
'Cause how could I ever leave
The only one that holds me down
'Cause I know we can work it out
Talk it out, stick it out oohh
Everytime I try to leave
Find that we can figure it out
That's why I always turn around... 
- Ain't nobody that can love me, like you love me.
That's why I always turn around for you, you you, youuu. You, you you, youuu.
Ain't nobody that can love me, like you love me.
Thats why I always turn around. For you, you you, youuuu. You, you yooou. 
Podczas, gdy dziewczyna wtuliła się w moje ciało, ja wyobrażałem sobie, że to o czym śpiewam to prawda, ponieważ miałem cholerną nadzieję, że kiedyś pokocha mnie, tak jak ja pokochałem ją.

__________________________________________

Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo, ale nie miałam pomysłów...
Mam nadzieję, że ten choć trochę się spodoba...
Pozdrawiam :D
Speed Master xx <3

*Nie wiem dlaczego
Wygląda na to, że każdego wieczoru wybierasz kłótnię
I wiem, że robię to samo, wykrzykuję twoje imię
To nie to, co kochankowie powinni robić

Mówisz mi, że mam iść, wychodzę
Oboje wiemy, o co nam chodzi
Hałasujemy, kłócimy się i krzyczymy,
A to wszystko przez miłość
Ale wiesz co? Nigdy się nie poddajemy

Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Coś mówi mi, by zawrócić
Bo jak mógłbym kiedykolwiek zostawić
Jedyną, która jest przy mnie
Bo wiem, że możemy to wyjaśnić
Porozmawiać o tym, posklejać
Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Zdaję sobie sprawę, że możemy to naprawić
To dlatego, zawsze zawracam

Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam
Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 19."Spotkanie"

Wielki powrót Logana i Lucille. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba, bo pomagała mi sama Lucille !!!!
Zanim zaczniesz czytać, włącz TO♥ .... Ten rozdział cały będzie poświęcony tej dwójce :*

Miłego czytania życzę ;)

*Logan*
-Ehh, 20 po 2... Posiedzę tu jeszcze chwilę... Może warto... -pomyślałem.
Siedziałem na murku fontanny, wpatrując się w ziemię. W mojej głowie kłębiło się tysiące zakończeń tego spotkania ...Albo mnie wyśmieje, albo na mnie nawrzeszczy, a może nawet ponownie mnie spoliczkuje. Nawet jeśli, to wiem, że warto. Marzę tylko o tym, żeby mi wybaczyła. Ja, dureń, dopiero wczoraj doszedłem do tego, że ta dziewczyna znaczy dla mnie coś więcej. Więcej? Ja ją kocham !
Nie, zaraz ...
Coś mi chyba odbija. Przecież ja jej w ogóle nie znam... Chociaż czuję jakby moja wola, kładła się u jej stóp... Co ja pierdole!?
Ze mną naprawdę jest coś nie tak. Czekam tutaj 30 minut na dziewczynę, jest jakieś 20% szans, że w ogóle przyjdzie, a ja nawet nie mam ochoty stąd iść... Cały czas mi się wydaję, że zaraz tu będzie.. Ale ja się zmieniłem... To przez nią... Ciągle się zmieniam.
Przypadkowo podniosłem wzrok... W odpowiedniej chwili, bo brunetka właśnie zmierzała w moim kierunku. A jednak przyszła...
Uśmiechnąłem się w głębi duszy. Dziewczyna usiadła obok mnie z wzrokiem mordercy, oczekując na jakikolwiek ruch z mojej strony.
- Słuchaj... Nie wiem jak to powiedzieć, ale... Przepraszam. To był odruch, nigdy wcześniej nie obchodziłem się tak z dziewczynami...
- Tak czyli jak?! Bez seksu?!
- No... Nie o to chodzi... Po prostu, żadna dziewczyna mnie tak nigdy nie traktowała i nie biła w twarz... W dodatku tak mocno i... Naprawdę nie wiem co mi odbiło..Może... po prostu się zakochałem? -powiedziałem, a  jej oczy automatycznie się rozszerzyły, wstała z murka i zdenerwowanym krokiem ruszyła w stronę swojego domu. Szybkim krokiem podszedłem do niej i złapałem delikatnie za ramię. Dziewczyna bez odwracania, strzepała moją rękę ze swojego ramienia i szła dalej.
-Czekaj! -krzyknąłem.
Nie odwróciła się ... Zebrałem w sobie wszystkie siły i po chwili zacząłem śpiewać.

Don't know if I'm wrong
Don't know if I'm right
Don't know if I should say it
Or keep it inside

Dziewczyna szybkim ruchem odwróciła się w moją stronę i z otwartą buzią wpatrywała we mnie.

Just what is this feeling
That's growing in me?
Could it be possible
That love was set free?

It's just I know, in my heart is real
And that I know, it's love I feel
When I searched I found answers to my loneliness
And this dream that we're living is real

Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Stała na przeciwko mnie z zamkniętymi oczami i bólem wymalowanym na twarzy. Podszedłem delikatnie do niej i stanąłem niemalże kilka centymetrów od jej klatki.
Powoli podniosłem kciuka do jej policzka i otarłem łzy.
Otworzyła oczy i wpatrywała się prosto w moje. Była taka piękna.
Widziałem w jej ruchach wahanie, lecz po chwili objęła mnie i mocno się wtuliła.
Owinąłem ramiona wokół jej talii i mocno do siebie przycisnąłem.
Czy to oznacza, że mi wybaczyła?
-Dlaczego płaczesz?
-Moi rodzice, zawsze śpiewali mi tą piosenkę, a-a teraz Ty ją zaśpiewałeś i... -zająknęła się.
-I co? -spytałem delikatnie.
-I przypomniałam sobie, że została-am sama... -wyszeptała i ścisnęła w pięściach, materiał mojej koszulki na plecach.
-Nie jesteś sama. Ej masz przyjaciół... Znajomych i... i mnie -zająknąłem się lekko.
Nie chciałem zniszczyć tej chwili... Była zbyt piękna, ale nie chciałem też, żeby Lucy płakała.
Nienawidzę tego.
-Chce wrócić już do domu... -wyszeptała odsuwając się ode mnie.
-Dobrze choć odprowadzę Cię ....
Po piętnastu minutach drogi, dotarliśmy pod jej dom. Stanąłem na schodkach pod drzwiami, kiedy ona przez załzawione oczy, próbowała trafić kluczykiem do zamka. Zaśmiałem się cicho , odebrałem jej klucze i otworzyłem drzwi. Uśmiechnęła się do mnie szeroko i przybliżyła się do mojej twarzy...
Pocałowała mnie delikatnie w policzek i się odsunęła.
-Odezwę się...-wyszeptała i zniknęła za drzwiami....
Mam taką nadzieję! -pomyślałem i zacząłem skakać z radości.



poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 18. "Szczęśliwy dzień"

Zayn POV:
Przebudziłem się i od razu wzrokiem próbowałem odszukać Pezz. Na szczęście leżała tuż obok.
Miałem koszmar. Straszny koszmar. Śniło mi się, że Perrie próbowała zrobić sobie coś strasznego tylko dlatego, że zamiast odpowiedzieć jej że ją kocham, uśmiechnąłem się. Tylko przez takie głupstwo.
Teraz przez jej chorobę, będę musiał uważać na swoje słowa. Będę musiał uważać na wszystko.
Pezz co chwilę przekręcała się na boki. Mam nadzieję, że nie dręczą ją takie koszmary jak mnie.
Chciałem żeby dziewczyna, czuła się przy mnie bezpieczna. Ale nie wiedziałem co mam ze sobą robić, kiedy patrzyła na mnie swoimi ślicznymi oczami. Kiedy uśmiechała się do mnie, najcudowniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałem. Ona była idealna w każdym calu. Nie było sekundy, żebym o niej nie myślał, po prostu się nie dało.
-Hej Zi. -usłyszałem cichutki głos obok mnie.
Przekręciłem głowę i zobaczyłem uśmiechniętą Perrie
-Witaj Księżniczko. -po wypowiedzeniu tych słów, na twarzy dziewczyny pojawił się piękny uśmiech.
Uwielbiałem sprawiać, że na twarzy Pezz pojawiał się ten uśmiech, ten wyjątkowy uśmiech.
-Jak się spało? -spytałem odwracając się w jej stronę.
-Dobrze, a Tobie?
-Też.-wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Perrie głośno się zaśmiała. Złapała moje policzki w palce i zaczęła nimi potrząsać.
Robiłem przy tym głupie miny, dzięki którym uśmiech nie schodził z jej twarzy.
W pewnym momencie złapałem ją za biodra i uniosłem do góry. Wyglądało to coś na kształt samolotu, dopóki dziewczyna nie spadła na mój tors. Jęknąłem cicho, kiedy jej kolano spotkało się z moim kroczem.
-Przepraszam Zayn! -wrzasnęła.
Zacząłem się cicho śmiać i przyciągnąłem ją w mocnym uścisku. Tego mi brakowało. Tego głośnego śmiechu i tych pięknych, błękitnych oczu.
Codziennie chciałbym taki poranek.
-Nic się nie stało Kotek. -uśmiechnąłem się.
-Mraauuu.-zaśmiał się dziewczyna i położyła głowę na moim torsie.
Opierała się głową tak, aby dobrze patrzeć mi w oczy.
Ten kontakt wzrokowy robi się niebezpieczny !
-Co będziemy dzisiaj robić? -spytała po chwili ciszy.
-A na co masz ochotę? -poruszałem śmiesznie brwiami.
-Zboczeniec! -zaśmiała się.
-Tylko Twój! -powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
-Śniadanko? -zapytała.
-Śniadanko.
***
Lucy POV:
Wstałam bardzo wcześnie, jak na moją osobę. Nie mając co ze sobą zrobić, poszłam do pokoju Zayn i zabrałam jego laptopa. Miał założone hasło, ale odgadnięcie było najprostszą rzeczą na świecie.
Wpisałam "Perrie" i już po chwili ukazała mi się tapeta. Uśmiechnięty Zayn i siedząca na jego plecach Perrie. Dlaczego ja nie mogę sobie kogoś znaleźć? Zawsze przypieprzają się do mnie sami idioci !
Zalogowałam się na Twittera i odczytywałam wiadomości od znajomych. Jedna osoba mi nie pasowała.
-Znowu ten dupek? -krzyknęłam.
Czego on ode mnie chce?
Otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać.
No nie wierzę! On chce się ze mną spotkać!? Sama nie wiem...
Jest dość ładny...
 Zobaczyłam na datę. Wysłał tą wiadomość 3 minuty temu !
Nie wiedziałam, co mam robić.
Musiałam się dobrze zastanowić !

***
Zayn POV:
Po śniadaniu umyliśmy naczynia, w dość zabawny sposób. Chlapaliśmy się wodą i pijaną, ale nie było tak strasznie. Siedząc w salonie, bawiłem się końcówkami włosów Pezz, a ona co chwile chichrała się opowiadając mi jakieś nie stworzone historie. Nie wiem co jej się stało, ale bardzo chcę, żeby częściej się uśmiechała i żeby była taka wesoła. Z zamyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny.
-O czym tak rozmyślasz? -pokiwała śmiesznie brwiami.
-Tak sobie myślę, co możemy robić, żeby się nie nudzisz... -wymyśliłem na szybko.
-Chodźmy na spacer? -uśmiechnęła się słodko.
-Niech Ci będzie.
Cieszyłem się, że mogę gdzieś z nią wyjść. Byłem w niej zakochany do tego stopnia, że poszedłbym dla niej wszędzie ....