wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 20."Szczęśliwy dzień"


Zayn POV:
Spacerowaliśmy wzdłuż plaży, na którą wcześniej szliśmy godzinę !
Nigdy bym tyle nie szedł, bo po co, skoro mam auto... Ale przez ten cholerny urok Perrie, musiałem się zgodzić. Nie potrafiłem jej odmówić...niczego.
Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce. Nasze splecione palce, idealnie do siebie pasowały. Przechodząc obon nas małżeństwa, młode i te w podeszłym wieku, uśmiechały się do nas szczerze. Myśleli pewnie, że jesteśmy parą.
Nie jesteśmy. Niestety nie...
Perrie pociągnęła mnie na klif i usiadła na jego końcu. Dołączyłem do niej po chwili. Kiedy tylko usiadłem, od razu się do mnie przytuliła. Poczułem się jak jej chłopak. Szczęśliwy chłopak.
Cholera no!
-Zi...
-Hmm?
-Jesteś szczęśliwy teraz? -spytała dziewczyna spoglądając na mnie z dołu.
Wyglądała jak anioł.
-Tak jasne, czemu pytasz?
-Bo nie wyglądasz, żebyś był... To przez mnie, tak? -spytała.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
-Oczywiście, że nie. Jestem szczęśliwy. -uśmiechnąłem się, ale chyba mi nie uwierzyła.
-Wolałbyś tu pewnie być ze swoją dziewczyną, prawda?
-Nie mam dziewczyny Pezz... A nawet jeśli bym miał, to i tak siedziałbym tu z Tobą, bo wolę Ciebie Kotek. -odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
Uśmiechnęła się słodko. Przytuliłem ją mocno i oboje w ciszy, wpatrywaliśmy się w morze.

Lucy POV:
W domu nikogo nie było. Chłopcy to żadna nowość, ale Perrie...
Chciałam z nią porozmawiać, o... O wcześniejszych wydarzeniach. To "przepraszam", które wypowiadał Stiles, brzmiało tak prawdziwie....
Nie wiedziałam, co mam myśleć o tym wszystkim.
Usiadłam w salonie na kanapie i wpatrywałam się w zegar na ścianie.Miał cudny uśmiech, kiedy dałam mu całusa w policzek...
Właśnie! W ogóle dlaczego ja go pocałowałam!?
-Może dlaczego, że Ci się spodobał?-powiedział głosik w mojej głowie.
Wiedziałam, że z nim nie wygram.
Wyciągnęłam telefon z tylnej kieszonki spodenek i szybko napisałam do Zayna.

Odłożyłam telefon na stolik i poszłam wziąć prysznic. Musiałam ochłonąć!

Zayn POV:
Siedzieliśmy oparci o niewielki kamień. Bawiłem się włosami Pezz, a ona z zamkniętymi oczami, opowiadała mi o swoich szkolnych wybrykach. Była taka słodka, kiedy dzieliła się ze mną tymi wspomnieniami. Poczułem wibracje w kieszonce. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, mój telefon znajdował się w rękach Pezz.
Normalnie, to zacząłbym spazmować i wydzierać telefon, jeżeli miałby go ktoś inny...
Ale ta słodka istotka leżąca ma moich kolanach miała już wszystko... Włączając w to moje serce.
-Kto to? -spytałem.
-Lucy... Napisała "Gdzie jesteście Zakochańce?"- powiedziała, robiąc cudzysłów w powietrzu.
Zaśmiałem się tylko cicho, ale nie odezwałem się. Widziałem, jak dziewczyna odpisuje.
Odłożyła telefon i uśmiechnęła się.
-Pokaże Ci coś
Sięgnęła po swój telefon i go odblokowała. Po chwili moim oczom, ukazała się tapeta, na której byłem ja!
Spałem...
Zaśmiałem się głośno i pocałowałem ją w czoło.
-Zrobiłam je, wtedy, gdy patrzyliśmy na wschód słońca. -uśmiechnęła się.
-Wyszedłem dziwnie... -skrzywiłem się.
-Wyszedłeś słodko i uroczo! -zaprotestowała dziewczyna.
-Wyszedłem jak ciota!
-Zamknij się!-zaśmiała się Pezz i przytuliła do mnie.
W tak bardzo miły sposób, spędziliśmy cały dzień.
***
Leżeliśmy zmęczeni po całym dniu. W pokoju było gorąco, ale ani mi, ani Pezz nie chciało się wstać otworzyć okna. Zrobiliśmy sobie wycieczkę wzdłuż plaży, potem wrzuciłem Perrie do wody, za do dostałem opieprz. Chciałem, żeby było więcej takich dni... W których jest taka szczęśliwa !
-Zayn, nie mogę spać... -szepnęła mi do ucha Pezz.
-Co mam zrobić? -uśmiechnąłem się.
-Zaśpiewaj dla mnie.
Zaśmiałem się cichutko, w głowie szukając jakiejś piosenki.



- *I, I, I don't know why, why
It seems like every other night you pick a fight, fight.
And I know I do the same, be callin' you out your name,
This is not what lovers are suppose to do.
Śpiewałem cicho, wiedząc, że Pezz wsłuchuje się w słowa piosenki
- You tell me to go, I start walkin out,
We both know what we're all about.
We fuss, fight, and scream, 
And it's all because of love, 
but you know I both know we ain't ever giving up.
Blondynka przesunęła głowę, tak że teraz wpatrywała się we mnie. Nigdy nikt nie słuchał mnie śpiewającego, jednak przed Perrie nie czułem się źle, robiąc to
- Everytime I try to leave
Somethin's tells me turn around
'Cause how could I ever leave
The only one that holds me down
'Cause I know we can work it out
Talk it out, stick it out oohh
Everytime I try to leave
Find that we can figure it out
That's why I always turn around... 
- Ain't nobody that can love me, like you love me.
That's why I always turn around for you, you you, youuu. You, you you, youuu.
Ain't nobody that can love me, like you love me.
Thats why I always turn around. For you, you you, youuuu. You, you yooou. 
Podczas, gdy dziewczyna wtuliła się w moje ciało, ja wyobrażałem sobie, że to o czym śpiewam to prawda, ponieważ miałem cholerną nadzieję, że kiedyś pokocha mnie, tak jak ja pokochałem ją.

__________________________________________

Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo, ale nie miałam pomysłów...
Mam nadzieję, że ten choć trochę się spodoba...
Pozdrawiam :D
Speed Master xx <3

*Nie wiem dlaczego
Wygląda na to, że każdego wieczoru wybierasz kłótnię
I wiem, że robię to samo, wykrzykuję twoje imię
To nie to, co kochankowie powinni robić

Mówisz mi, że mam iść, wychodzę
Oboje wiemy, o co nam chodzi
Hałasujemy, kłócimy się i krzyczymy,
A to wszystko przez miłość
Ale wiesz co? Nigdy się nie poddajemy

Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Coś mówi mi, by zawrócić
Bo jak mógłbym kiedykolwiek zostawić
Jedyną, która jest przy mnie
Bo wiem, że możemy to wyjaśnić
Porozmawiać o tym, posklejać
Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Zdaję sobie sprawę, że możemy to naprawić
To dlatego, zawsze zawracam

Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam
Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 19."Spotkanie"

Wielki powrót Logana i Lucille. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba, bo pomagała mi sama Lucille !!!!
Zanim zaczniesz czytać, włącz TO♥ .... Ten rozdział cały będzie poświęcony tej dwójce :*

Miłego czytania życzę ;)

*Logan*
-Ehh, 20 po 2... Posiedzę tu jeszcze chwilę... Może warto... -pomyślałem.
Siedziałem na murku fontanny, wpatrując się w ziemię. W mojej głowie kłębiło się tysiące zakończeń tego spotkania ...Albo mnie wyśmieje, albo na mnie nawrzeszczy, a może nawet ponownie mnie spoliczkuje. Nawet jeśli, to wiem, że warto. Marzę tylko o tym, żeby mi wybaczyła. Ja, dureń, dopiero wczoraj doszedłem do tego, że ta dziewczyna znaczy dla mnie coś więcej. Więcej? Ja ją kocham !
Nie, zaraz ...
Coś mi chyba odbija. Przecież ja jej w ogóle nie znam... Chociaż czuję jakby moja wola, kładła się u jej stóp... Co ja pierdole!?
Ze mną naprawdę jest coś nie tak. Czekam tutaj 30 minut na dziewczynę, jest jakieś 20% szans, że w ogóle przyjdzie, a ja nawet nie mam ochoty stąd iść... Cały czas mi się wydaję, że zaraz tu będzie.. Ale ja się zmieniłem... To przez nią... Ciągle się zmieniam.
Przypadkowo podniosłem wzrok... W odpowiedniej chwili, bo brunetka właśnie zmierzała w moim kierunku. A jednak przyszła...
Uśmiechnąłem się w głębi duszy. Dziewczyna usiadła obok mnie z wzrokiem mordercy, oczekując na jakikolwiek ruch z mojej strony.
- Słuchaj... Nie wiem jak to powiedzieć, ale... Przepraszam. To był odruch, nigdy wcześniej nie obchodziłem się tak z dziewczynami...
- Tak czyli jak?! Bez seksu?!
- No... Nie o to chodzi... Po prostu, żadna dziewczyna mnie tak nigdy nie traktowała i nie biła w twarz... W dodatku tak mocno i... Naprawdę nie wiem co mi odbiło..Może... po prostu się zakochałem? -powiedziałem, a  jej oczy automatycznie się rozszerzyły, wstała z murka i zdenerwowanym krokiem ruszyła w stronę swojego domu. Szybkim krokiem podszedłem do niej i złapałem delikatnie za ramię. Dziewczyna bez odwracania, strzepała moją rękę ze swojego ramienia i szła dalej.
-Czekaj! -krzyknąłem.
Nie odwróciła się ... Zebrałem w sobie wszystkie siły i po chwili zacząłem śpiewać.

Don't know if I'm wrong
Don't know if I'm right
Don't know if I should say it
Or keep it inside

Dziewczyna szybkim ruchem odwróciła się w moją stronę i z otwartą buzią wpatrywała we mnie.

Just what is this feeling
That's growing in me?
Could it be possible
That love was set free?

It's just I know, in my heart is real
And that I know, it's love I feel
When I searched I found answers to my loneliness
And this dream that we're living is real

Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Stała na przeciwko mnie z zamkniętymi oczami i bólem wymalowanym na twarzy. Podszedłem delikatnie do niej i stanąłem niemalże kilka centymetrów od jej klatki.
Powoli podniosłem kciuka do jej policzka i otarłem łzy.
Otworzyła oczy i wpatrywała się prosto w moje. Była taka piękna.
Widziałem w jej ruchach wahanie, lecz po chwili objęła mnie i mocno się wtuliła.
Owinąłem ramiona wokół jej talii i mocno do siebie przycisnąłem.
Czy to oznacza, że mi wybaczyła?
-Dlaczego płaczesz?
-Moi rodzice, zawsze śpiewali mi tą piosenkę, a-a teraz Ty ją zaśpiewałeś i... -zająknęła się.
-I co? -spytałem delikatnie.
-I przypomniałam sobie, że została-am sama... -wyszeptała i ścisnęła w pięściach, materiał mojej koszulki na plecach.
-Nie jesteś sama. Ej masz przyjaciół... Znajomych i... i mnie -zająknąłem się lekko.
Nie chciałem zniszczyć tej chwili... Była zbyt piękna, ale nie chciałem też, żeby Lucy płakała.
Nienawidzę tego.
-Chce wrócić już do domu... -wyszeptała odsuwając się ode mnie.
-Dobrze choć odprowadzę Cię ....
Po piętnastu minutach drogi, dotarliśmy pod jej dom. Stanąłem na schodkach pod drzwiami, kiedy ona przez załzawione oczy, próbowała trafić kluczykiem do zamka. Zaśmiałem się cicho , odebrałem jej klucze i otworzyłem drzwi. Uśmiechnęła się do mnie szeroko i przybliżyła się do mojej twarzy...
Pocałowała mnie delikatnie w policzek i się odsunęła.
-Odezwę się...-wyszeptała i zniknęła za drzwiami....
Mam taką nadzieję! -pomyślałem i zacząłem skakać z radości.



poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 18. "Szczęśliwy dzień"

Zayn POV:
Przebudziłem się i od razu wzrokiem próbowałem odszukać Pezz. Na szczęście leżała tuż obok.
Miałem koszmar. Straszny koszmar. Śniło mi się, że Perrie próbowała zrobić sobie coś strasznego tylko dlatego, że zamiast odpowiedzieć jej że ją kocham, uśmiechnąłem się. Tylko przez takie głupstwo.
Teraz przez jej chorobę, będę musiał uważać na swoje słowa. Będę musiał uważać na wszystko.
Pezz co chwilę przekręcała się na boki. Mam nadzieję, że nie dręczą ją takie koszmary jak mnie.
Chciałem żeby dziewczyna, czuła się przy mnie bezpieczna. Ale nie wiedziałem co mam ze sobą robić, kiedy patrzyła na mnie swoimi ślicznymi oczami. Kiedy uśmiechała się do mnie, najcudowniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałem. Ona była idealna w każdym calu. Nie było sekundy, żebym o niej nie myślał, po prostu się nie dało.
-Hej Zi. -usłyszałem cichutki głos obok mnie.
Przekręciłem głowę i zobaczyłem uśmiechniętą Perrie
-Witaj Księżniczko. -po wypowiedzeniu tych słów, na twarzy dziewczyny pojawił się piękny uśmiech.
Uwielbiałem sprawiać, że na twarzy Pezz pojawiał się ten uśmiech, ten wyjątkowy uśmiech.
-Jak się spało? -spytałem odwracając się w jej stronę.
-Dobrze, a Tobie?
-Też.-wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Perrie głośno się zaśmiała. Złapała moje policzki w palce i zaczęła nimi potrząsać.
Robiłem przy tym głupie miny, dzięki którym uśmiech nie schodził z jej twarzy.
W pewnym momencie złapałem ją za biodra i uniosłem do góry. Wyglądało to coś na kształt samolotu, dopóki dziewczyna nie spadła na mój tors. Jęknąłem cicho, kiedy jej kolano spotkało się z moim kroczem.
-Przepraszam Zayn! -wrzasnęła.
Zacząłem się cicho śmiać i przyciągnąłem ją w mocnym uścisku. Tego mi brakowało. Tego głośnego śmiechu i tych pięknych, błękitnych oczu.
Codziennie chciałbym taki poranek.
-Nic się nie stało Kotek. -uśmiechnąłem się.
-Mraauuu.-zaśmiał się dziewczyna i położyła głowę na moim torsie.
Opierała się głową tak, aby dobrze patrzeć mi w oczy.
Ten kontakt wzrokowy robi się niebezpieczny !
-Co będziemy dzisiaj robić? -spytała po chwili ciszy.
-A na co masz ochotę? -poruszałem śmiesznie brwiami.
-Zboczeniec! -zaśmiała się.
-Tylko Twój! -powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
-Śniadanko? -zapytała.
-Śniadanko.
***
Lucy POV:
Wstałam bardzo wcześnie, jak na moją osobę. Nie mając co ze sobą zrobić, poszłam do pokoju Zayn i zabrałam jego laptopa. Miał założone hasło, ale odgadnięcie było najprostszą rzeczą na świecie.
Wpisałam "Perrie" i już po chwili ukazała mi się tapeta. Uśmiechnięty Zayn i siedząca na jego plecach Perrie. Dlaczego ja nie mogę sobie kogoś znaleźć? Zawsze przypieprzają się do mnie sami idioci !
Zalogowałam się na Twittera i odczytywałam wiadomości od znajomych. Jedna osoba mi nie pasowała.
-Znowu ten dupek? -krzyknęłam.
Czego on ode mnie chce?
Otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać.
No nie wierzę! On chce się ze mną spotkać!? Sama nie wiem...
Jest dość ładny...
 Zobaczyłam na datę. Wysłał tą wiadomość 3 minuty temu !
Nie wiedziałam, co mam robić.
Musiałam się dobrze zastanowić !

***
Zayn POV:
Po śniadaniu umyliśmy naczynia, w dość zabawny sposób. Chlapaliśmy się wodą i pijaną, ale nie było tak strasznie. Siedząc w salonie, bawiłem się końcówkami włosów Pezz, a ona co chwile chichrała się opowiadając mi jakieś nie stworzone historie. Nie wiem co jej się stało, ale bardzo chcę, żeby częściej się uśmiechała i żeby była taka wesoła. Z zamyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny.
-O czym tak rozmyślasz? -pokiwała śmiesznie brwiami.
-Tak sobie myślę, co możemy robić, żeby się nie nudzisz... -wymyśliłem na szybko.
-Chodźmy na spacer? -uśmiechnęła się słodko.
-Niech Ci będzie.
Cieszyłem się, że mogę gdzieś z nią wyjść. Byłem w niej zakochany do tego stopnia, że poszedłbym dla niej wszędzie ....












poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 17."Bliskość"

Zamknięta w czterech ścianach zimnego pokoju, który jeszcze niedawno kochałam.
Jestem chora... Ja jestem chora, na schizofrenię. Przecież to nie możliwe!
Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę. Nawet Zayna ...
Boję się, że oni mnie odrzucą. Nie pójdę nigdy więcej do szkoły. Nie wyjdę z tego pokoju. Nie ruszę się z tego łóżka. Chce tu umrzeć, żeby nikt nie musiał mnie widzieć.
Wczoraj, kilka razy, był tutaj Zayn. Nie ruszyłam się, nie popatrzyłam, nie odezwałam.
Nie chciałam na niego patrzeć, bo wiedziałam, że kiedy tylko na niego popatrzę, wybuchnę płaczem.
Wtedy on zostałby ze mną. Nie chcę tego. Nie chcę widzieć żadnych ludzi. Nie chce litości, współczucia...
Umrę sama, we własnym świecie.

Leżałam na łóżku kolejną już dobę. Za oknem powoli się ściemniało, ale sama dokładnie nie widziałam, która jest godzina.
Od ostatniego wyjścia Zayna, nikt się tutaj nie pojawił. Ale to dobrze.
Nie chcę, żeby mnie widzieli.
To tak teraz będzie wyglądać moje życie?
Takie szare, smutne, przepełnione obawą? Że coś się może stać?
Z każdą minutą to wszystko we mnie się zmieniało... Tok myślenia, widoczność, emocje, odczucia...
Ale nie wszystkie! Jedno odczucie stawało się chyba coraz silniejsze...
Zayn.
Chciałam, żeby był tu przy mnie. Żeby usiadł, przytulił mnie, zaśpiewał. Chciałam widzieć jego pełny, piękny uśmiech. Te boskie, duże brązowe oczy. Jakaś niewidzialna siła, podniosła mnie z łóżka i "wyrzuciła" za drzwi. Usłyszałam w salonie dźwięk telewizora, ale żadnych głosów. Po cichu zaczęłam schodzić po drewnianych schodkach i już po chwili stałam w pomieszczeniu. Na kanapie zobaczyłam leżącego Zayna, który oglądał jakieś nudne programy i co chwila zerkał na telefon, wzdychając. Podeszłam bliżej i kiedy ukazała się jego tapeta, przyjrzałam się bliżej. Oczom własnym nie mogłam uwierzyć... to ja?
Spałam... Dlaczego...on...? Nie wiem...
Wróciłam się na kilka schodków i znowu zaczęłam schodzić, ale tak, żeby mnie tym razem usłyszał.
Od razu się podniósł i popatrzył z małym zdziwieniem.
-Stało się coś?-spytał cicho.
-Nie lubię być sama...-wyszeptałam i usiadłam koło niego.
Z wielkim wahaniem, owinął swoje ramiona wokół mojej talii i bardzo delikatnie mnie przytulił.
-Jak się czujesz?
-Dobrze...
-Przecież widzę, że nie... Powiedz mi Ley...-powiedział Zayn i posadził mnie sobie na kolanach.
Moje nogi zwisały po obu stronach jego ud, a moje ręce jeździły bezkarnie po jego klacie.
-Boję się, że zostanę odrzucona Zi. Że wszyscy będę się ze mnie śmiać i uważać za wariatkę, którą jestem.
-Nie zostaniesz odrzucona przez nikogo, słyszysz!? Kocham Cię.  Dla nas od początku jesteś wariatką!
Śliczną, mądrą wariatką rozumiesz?-na twarzy Zayna pojawił i się uśmiech, który tak bardzo kochałam ...
-Też Cię kocham Zayn...-uśmiechnęłam się, a łzy poleciały po mojej twarzy.
Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałam.-wtuliłam się mocno w chłopaka.
Widziałam, że na jego twarzy pojawił się grymas bólu, ale dlaczego?
Przecież nie ściskałam go...
Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak Zayn. Że mam takiego zajebistego przyjaciela!
Od kiedy jak zaczęłam przeklinać!?
-Masz na mnie zły wpływ!-zaśmiałam się.
Chłopak popatrzył na mnie zdezorientowany.
-Dlaczego?
-Bo zaczęłam przeklinać.-powiedziałam w między czasie ziewając.
-Ktoś tu jest śpiący-zaśmiał się i pocałował mnie w czoło.
-Mhmm..
-Trzeba spać księżniczko...-powiedział i po chwili czułam, że niesie mnie do sypialni.
*** 
Zayn POV:
Jesteś najlepszym przyjacielem.
Przyjacielem, przyjacielem !
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Jestem dla niej przyjacielem, nikim więcej.
Dlaczego? Dlaczego, kiedy jestem już pewny, że chcę z nią być, wszystko się psuje !
Leże koło Ley i myślę, wpatrując się w sufit. Ashley dawno już zasnęła. Kiedy śpi wygląda jak aniołek.
Dam radę !
Jeśli nawet nie będziemy razem, powiedziała, że jestem jej najlepszym przyjacielem !
A skoro tak powiedziała, to chyba dużo znaczy...
Mimo wszystko,pomogę jej.
Dlaczego?
Bo ją kocham !



wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 16."Choroba"

Zayn POV:
Siedziałem w sypialni z Lucy, która za wszelką cenę próbowała mnie namówić, żebym poszedł do Perrie. Tak bardzo jak chciałem, tak bardzo, coś mnie powstrzymywało. Kiedy Lucy zaczęła opowiadać o tym, jak bardzo jesteśmy dla siebie stworzeni, do pokoju wbiegł Harry.
-Słuchajcie, wypadek był niedaleko nas. Jakaś dziewczyna została potrącona przez auto. To najprawdopodobniej  była Perrie...-powiedział Harry, ściszając głos.
Kiedy tylko usłyszałem jej imię, cały eksplodowałem. Podleciałem do chłopaka i zacząłem wypytywać skąd o tym wie i od kogo. Gdy otrzymałem dokładne informacje, wybiegłem z domu. Skierowałem się do garażu i już po chwili, siedziałem na swoim motorze. Jechałem najszybciej jak mogłem. Po kilkunastu minutach, byłem już pod szpitalem. Wbiegłem na korytarz, starając się odnaleźć jakąś pielęgniarkę. W końcu dowiedziałem się od jednej, że Pezz leży w sali 274.
Dotarłem do niej szybciej niż myślałem. Po cichu otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się dziewczyna.
Była blada, poobijana i w niektórych miejscach zabandażowana. Jej ręka podpięta była do jakieś aparatury, która cały czas pikała. Usiadłem na krzesełku obok jej łóżka, a ona delikatnie się poruszyła.
Jest przytomna !
Złapałem jej dłoń i zamknąłem w swoich. Pocałowałem zewnętrzną stronę jej dłoni,  a ona nieznacznie uchyliła swoje powieki.
-Z-zayn.-wyszeptała.
-Ciii... Nic nie mów Księżniczko. Jestem przy Tobie.-powiedziałem i podniosłem się kładąc obok niej.
Chwała, że robią takie duże łóżka szpitalne.
Na ustach dziewczyny pojawił się mały uśmiech. Widziałem jak dużo bólu sprawia jej uśmiech, albo jedno słowo. Poczułem wibracje w tylnej kieszeni spodni. Powoli wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość.
-Kto to?-spytała cichutko Pezz.
-Lucy, pyta czy wszystko dobrze...
-Och...-dziewczyna posmutniała. Stało się coś?
Odpisałem Lucy i odłożyłem telefon na komodę.
-Perrie, pow...
Przerwał mi dzwonek telefonu. Lucy odpisała, że weźmie chłopaków i przyjadą. To dobrze.
-Eee...Powiedz mi, co się stało?
Kiedy wypowiedziałem te słowa, ręce Pezz zaczęły drżeć,a aparat który stał za naszymi głowami, zaczął niebezpiecznie szybko pikać. 
-Ja... Wiem, że to głupie, ale zagapiłam się w telefon i... sam wiesz-opuściła głowę na dół, a włosy kaskadami opadły na jej twarz.
-Dobrze, że nic Ci nie jest...-szepnąłem i mocno ją do siebie przytuliłem.
Leżeliśmy wtuleni w siebie. W okół nas panowała całkowita cisza, która  po chwili została przerwana skrzypnięciem spowodowanym otwieraniem drzwi.
W sali pojawiła się Lucy i chłopaki. Nie chciało mi się już z nimi gadać, więc udawałem, że śpię. Niestety Ley odepchnęła mnie lekko od siebie i delikatnie próbowała wstać.
-Hej Perrie...-szepnęli.
-Cześć.-dziewczyna słabo się uśmiechnęła.
-Muszę do łazienki...-powiedziała i zaczęła iść w stronę drzwi.
Kiedy przechodziła koło mnie, szepnęła tak, żebym tylko ja usłyszł.
-Nie mów im, dlaczego tu jestem.
Kiwnąłem delikatnie głową, a ona wyszła.
-Co jej jest?-spytała Lucy.
-Jest trochę osłabiona i poobijana, ale wszystko z nią w porządku.-powiedziałem i podniosłem się do pozycji siedzącej.
Wszyscy rozsiedli się wygodnie na łóżku i w ciszy czekaliśmy na Perrie. Zacząłem się denerwować, kiedy po 15 jeszcze jej nie było. Wreszcie drzwi od sali się otworzyły, ale w nich pojawił się doktor, zaraz za którym, dwóch lekarzy wniosło półprzytomną Pezz.
Ona próbowała sobie coś zrobić?
-Zesłabła.-powiedział lekarz, patrząc na mnie z współczuciem.
Kiwnąłem delikatnie głową w jego stronę.
-Po wstępnych badaniach, stwierdziliśmy u pani wiele objaw. Wszystkie niestety sprowadzają się do jednej choroby. Ma pani schizofrenię.
-CO?-wrzasnęła Perrie.
Jezu, skąd u niej nagle tyle energii?
-Występują u pani urojenia, omamy, objawy katatoniczne, objawy zaburzeń afektywnych oraz mniejsza reaktywność emocjonalna.  Omamy, występują u około połowy chorych. Najczęściej są to omamy słuchowe, „głosy” komentujące zachowanie chorego lub mówiące do niego, czasem rozkazujące. Mogą to być jednak dźwięki proste, piski, szumy itp. Innego rodzaju omamami są węchowe, smakowe, dotykowe (cenestetyczne). Omamy wzrokowe należą do rzadkości, a ich występowanie w schizofrenii bywa nawet kwestionowane, lecz w pani przypadku, one występują.
Objawy zaburzeń afektywnych to dysforia, depresji, mania...
Jest mi strasznie przykro, jest pani za młoda na takie choroby.- powiedział smutno lekarz po czym wyszedł.
***
Pezz została wypisana kilka minut później. Na początku nie wiedzieliśmy, czy wziąć ją do siebie, czy odwieść ją do jej domu i z nią zostać.
Wolałem jednak, żeby była u mnie. Chciałem, żeby czuła się bezpiecznie.
Od kilku godzin leżała na łóżku w mojej sypialni i patrzyła się w sufit. Za każdym razem, kiedy wszedłem do pokoju, ona leżała w tej samej pozycji.
Przecież przed tym wypadkiem i chorobą, ona tryskała energią, a teraz ...
Jest bez życia. 
Odkąd wyszliśmy ze szpitala, do nikogo się nie odezwała. Jej wzrok był nieobecny. Martwiłem się o nią.
Obiecuję, że jej pomogę bo...bo chyba ją kocham.



niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 15."Bolesna pomyłka"

Wyszłam z łazienki w pełni ubrana. Ubrania, które miałam na sobie, kupiłam podczas zakupów z Lucy.
Dzisiaj niedziela, więc jutro do szkoły. Nie musiałam się głowić, bo wytłumaczenie było już gotowe. Nikogo nie ma w domu, więc nikt mi nie zaprzeczy! Śmiało mogę powiedzieć, że byłam chora. Nikt mi nie udowodnij, że kłamie.
Zayna nie było w pokoju, więc postanowiłam zejść na dół. Siedział na kanapie z całą resztą. Musiałam iść do swojego domu. Nie wiem dlaczego, ale czułam potrzebę wrócenia do swojego 'królestwa'. Nie wiedziałam jak reszta zareaguje, ale raczej powinni się cieszyć. Jednego psychola w domu mniej.
W korytarzu ubrałam swoje trampki i wróciłam do salonu.
-Idziesz gdzieś?- spytała Lucy.
-Wiecie, ja powinnam już chyba wrócić do siebie ...-zająkałam się przy ostatnim słowie.
Lucy podeszła do mnie i mocno uściekała mnie, po czym poszła na górę. To samo zrobiła czwórka, zostawiając mnie samą z Zaynem. Kiedy chłopak wstał i zaczął iść w moją stronę, spuściłam głowę przygryzając dolną wargę.
Dwoma palcami chwycił mój podbrudek i uniósł moją głowę do góry. Kciukiem pociągnął lekko za moją dolną wargę i wypuścił ją z pomiędzy moich zębów.
-Chciałabym Ci podziękować Zayn. Za wszystko... Nawet nie chcę mi się wymieniać, bo pewnie zajęłoby mi to cały dzień...
Po prostu... dziękuję.-uśmiechnęłam się nieśmiało.
Na twarzy Zayna pojawił się uśmiech, ale i tak czułam, że coś jest nie tak. Był tak jakby trochę niespokojny.
-Nie ma za co Księżniczko.-powiedział, a ja kiedy usłyszłam ostatni wyraz, wyszczerzyłam się.
Przyciągnął mnie w mocnym uścisku i pocałował w czoło.
-Będę się zbierać.-wyszpetałam, a on momentalnie posmutniał.
To jest troszkę dziwne... Czułam się jakbym wylatywała gdzieś daleko z świadomością tego, że już nigdy go nie zobaczę.
Przynajmniej moim zdaniem, on tak się zachowywał. Ludzie przecież od mojego domu do niego jest 20 minut!
Nie mieszkam na końcu świata.
-Wpadniesz potem?-spytałam w końcu się odważając.
-Jeżeli tylko chcesz...-powiedział.
-Chce.
Pokiwał głową,a na jego ustach pojawił się ten piękny uśmiech. W duchu od razu zrobiło mi się lżej.
Bardzo niechętnie wypuścił mnie ze swoich objęć, a ja ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i po kilku sekundach stałam już na świeżym powietrzu. Zayn dalej stał w tym samym miejscu, nawet się nie ruszając.
Czułam się dość dziwnie. Jakbym straciła najważniejszą osobę w swoim życiu, ale przecież tak nie było ...

Zayn POV:
Nie ma jej. Wyszła. Zniknęła.
Czułem rozdzierającą pustkę w moim sercu. Przez ten tydzień, tak bardzo się do niej przywiązałem. Nie było minuty, żebym o niej nie myślał, chociaż była obok, a teraz ...
Nie będę budził się w nocy, uspokajając jej płacz swoim śpiewem. Nie obudzę się nad ranem i nie będę mógł przytulić ją, kiedy w mojej koszulce na tarasie, będzie czekała na wschód słońca. Nie zostanę obudzony rano jej pięknym głosem, tylko po to, żebym mógł usłyszeć, że zrobiła dla mnie śniadanie. Nie będę widział jej uśmiechu i tych pięknych błękitnych oczu.
Wszystko wróci do normy? Wszystko już będzie takie samo? Jak tak...nie chce!
Osowiały ruszyłem po schodach do swojej sypialni. To koniec?
Położyłem się na łóżku i myślałem... Chciałem ją tu i teraz.
Chciałem się z nią śmiać i przedrzeźniać. Chciałem żeby rumieniła się tym swoim cudownym sposobem, kiedy dotykam jej policzka. Chciałem... Żeby była moja.
Ale nie mogłem!
Kiedy cokolwiek chce zrobić, zawsze spierdole! Nie chcę, żeby kiedykolwiek przez mnie cierpiała.
Ale ja też cierpię, kiedy jej koło mnie nie ma.
Do mojego pokoju weszła Lucy i słabo się uśmiechnęła. Wiem, że zachowywałem się jak popierdoleniec, ale po prostu bez tej dziewczyny koło siebie, świruję jeszcze bardziej.
-Idź do niej...-powiedziała Lucy siadając koło mnie.
-Nie moge...-powiedziałem słabo.
-Możesz i chcesz... Wiem o tym. Zayn widzę jak na nią patrzysz, wszyscy to zauważyli...
Idź i zaśpiewaj dla niej tą piękną piosenkę, którą śpiewałeś ostatnio. Tak, słyszałam i jest ona cudowna. Dasz radę Zayn. Jesteś gotowy i sam dobrze o tym wiesz.-wtuliłem się mocno w dziewczynę, ale to i tak nie było to samo ...
-Zaśpiewaj ją jeszcze raz Skarbie.-zaśmiała się Lucy.
Po kilku minutach ciszy, zacząłem śpiewać.

*These are all my words on paper,
Feelings that can't wait till later.
This is my song for you

When is thought love was hurted
you helped me break the silence.
Here's my song for you

And I know we're standing in a
hurricane, but I know together
We can find a way.
Don't let go, come close
can you hear my heart?

For you I'm falling deep I'm lost
in you have found what I've
been missing

No one else can feel this space
cause no one else can take your
place.

For you I'm falling 
This is my song for you
This is my song 
for every dream unwoken,
for every word unspoken,
This is my song for you

And I know we're standing in a
hurricane, but I know together
We can find a way.
Don't let go, come close
can you hear my heart?

For you I'm falling deep I'm lost
in you have found what I've
been missing

No one else can feel this space
cause no one else can take your
place.

For you I'm falling
Thi is my song for you
You...
For you...
You...

These are all my words on paper,
Feelings that can't wait till later.
This is my song for you

Perrie POV:
Kiedy dotarłam do domu, przypomniałam sobie, że zostawiłam u Zayna swój telefon. Pamiętam, że zostawiłam na komodzie, przed drzwiami jego sypialni.
Zawróciłam z powrotem w stronę jego domu. Dotarłam tam jednak prawie po 30 minutach. Nie chciało mi się po prostu iść.
Weszłam po cichu i udałam się na górę. Na szczęście nikogo nie spotkałam po drodze. Biorąc telefon do ręki, usłyszałam głos Zayna i Lucille.
-Zaśpiewaj ją jeszcze raz Skarbie.-usłyszałam głos dziewczyny.
Skarbie? Czy oni...są razem?
Po chwili usłyszałam cudowny śpiew Zayna. Kiedy wsłuchałam się w słowa, cała zdrętwiałam. On śpiewał o niej...
Czyli Zayn jest z nią...
Przecież mówili, że są przyjaciółmi!
Łzy spływały po moich policzkach, kiedy wybiegłam z ich domu. Biegłam przed siebie jak najdalej. Chciałam uciec i więcej już ich nie zobaczyć.
Łzy zasłoniły mi cały widok. Biegłam nawet nie widząc drogi.
Po chwili usłyszałam dźwięk klaksonu, pisk hamulców i zapadła ciemność.
\

_____________________________________________________
*Te wszystkie moje słowa na papierze
Uczucia, które nie mogą czekać na później
To moja piosenka dla Ciebie

Gdy się myśli, że miłość była trudniejsza
Pomogłaś mi przerwać milczenie
Oto moja piosenka dla Ciebie

I wiem, że stoimy pośrodku
Huraganu, ale wiem, że razem
Możemy znaleźć sposób
Nie odchodź, podejdź bliżej
Słyszysz moje serce?

Dla Ciebie głęboko spadam, gubię się
W znalezieniu tego, co mi
Brakowało

Nikt nie może poczuć tego miejsca
Ponieważ nikt nie miał twojego miejsca

Dla Ciebie spadam
To moja piosenka dla Ciebie
To moja piosenka
Dla wszystkich niezburzonych snów
Dla wszystkich niewypowiedzianych słów
To jest piosenka dla Ciebie

I wiem, że stoimy pośrodku
Huraganu, ale wiem, że razem
Możemy znaleźć sposób
Nie odchodź, podejdź bliżej
Słyszysz moje serce?

Dla Ciebie głęboko spadam, gubię się
W znalezieniu tego, co mi
Brakowało

Nikt nie może poczuć tego miejsca
Ponieważ nikt nie miał Twojego miejsca

Dla Ciebie głęboko spadam
To moja piosenka dla Ciebie
Ciebie
Dla Ciebie
Ciebie

Te wszystkie moje słowa na papierze
Uczucia, które nie mogą czekać na później
To moja piosenka dla ciebie


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 14." To chwila dla Ciebie, to chwila dla nas"

Przebudziłam się 2 godziny później. Przetarłam lekko zaspane oczy i spojrzałam na ekran mojego telefonu.
Sobota, 06.09.2014, 07:16. 
Obudziłam się znowu zbyt wcześnie, jak na mnie. Ale tym razem, nie próbowałam znowu zasnąć. Wyplątałam się z uścisku Zayna i zeszłam na dół do ich kuchni. Wciąż czułam się głupio, chodząc samej po czyimś domu, ale cóż mogę poradzić?
Nalałam sobie do szklanki soku jabłkowego i usiadłam przy kuchennej wysepce. Wpatrując się w okno, po kilku minutach, wyzerowałam zawartość szklanki. Nie miałam co ze sobą zrobić, więc wpadłam na pomysł, zrobienia Zaynowi śniadania. Może w ten sposób odwdzięczę mu się, za to wszystko co dla mnie robi.
Po kilku minutach myślenia, nad jakimś w miarę normalnym śniadaniem, zdecydowałam się na naleśniki z nutellą, polane czekoladą. To było bardzo oryginalne !
Zeszło mi pół godziny, na robieniu śniadania. Bardzo musiałam się namęczyć, żeby czasem kogoś nie obudzić, bo wtedy by nie wyszło. Talerzyk z naleśnikami i szklankę z sokiem marchewkowym ułożyłam na tacy.
Udałam się po schodkach na górę do jego sypialni. Po cichu weszłam do środka i postawiłam tacę na komodzie obok łóżka.
Teraz zostało mi tylko go obudzić.
Zayn leżał na plecach, przykryty do pasa pościelą. Jego tors było tak cudownie, cholernie i niewyobrażalnie seksowanie nagi.
Bardzo delikatnie usiadłam na jego biodrach, próbując go nie obudzić, co na szczęście mi się udało.
Pogładziłam dłonią jego policzek, a on cicho zamruczał. Z moich ust wydobył się cichy chichot, który opanowałam.
Ułożyłam sobie w głowię słowa i dobrałam do nich odpowiednią melodię, po czym zaczęłam śpiewać.

Time to wake up 
Zayn you get up 
Please you stand up 
Because if you do not get up 
I'll kick you in ....

Zayn szybko otworzył oczy i przerzucił nas tak, że zawisł nade mną. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Witaj Księżniczko.-uśmiechnęłam się najsłodziej jak mogłam.
-Witaj... W co chciałaś mnie kopnąć?-zapytał z uśmiechem, unosząc jedną brew.
-Ja? Umm.. W nogę-wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
Chłopak głośno się zaśmiał, opadając na mnie całym swoim ciałem. Zaczęłam się wiercić, żeby wyjść spod niego.
W końcu udało mi się i wyślizgnęłam się spod jego ciała.
-Zrobiłam Ci śniadanie Cukiereczku!-zaśmiałam się.
-Cukiereczku?-znowu uniósł brwi.
-Tak, jesteś słodki kiedy śpisz.
-Ta chwila jest zarezerwowana, tylko dla Ciebie ! -uśmiechnął się chłopak.
-A kiedy ja śpię, dla Ciebie!-zaśmiałam się.
Zayn zaczął wachlować się dłonią, udając, że się rumieni.
-A dzisiejszy wschód słońca...
-Ta chwila była nasza!-uśmiechnął się słodko,a ja normalnie się rozpłynęłam.
Uderzyłam go lekko w ramię i położyłam mu na kolanach tace. Zrobił wielkie oczy i popatrzył na mnie pytająco. On jest głupi!?
-No przecież mówiłam, że zrobiłam Ci śniadanie.-zaśmiałam się.
Na jego twarzy pojawił się ten śliczny pełny uśmiech, w którym się już chyba zakochałam.
Zostawiłam Zayna z śniadaniem i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
*Zayn*
Spałem sobie smacznie, dopóki nie poczułem, że ktoś siada na moich biodrach. Po chichocie, który po chwili usłyszałem, domyśliłem się, że to Perrie.
Co ona znowu kombinuje? 
Przez chwilę w ogóle się nie ruszała i zacząłem się jej obawiać. Po kilku minutach usłyszałem jej głos.

Time to wake up 
Zayn you get up 
Please you stand up 
Because if you do not get up 
I'll kick you in ....

Ona ma piękny głos ! Kiedy usłyszałem ostatnią linijkę, szybko otworzyłem oczy i po kilku sekundach, zawisłem nad dziewczyną.
-Witaj Księżniczko.-uśmiechnęła się.
Był to najcudowniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem !
-Witaj... W co chciałaś mnie kopnąć?-zapytałem uśmiechając się pod nosem.
-Ja? Umm.. W nogę-wyszczerzyła się.
Zaśmiałem się głośno i opadłem na dziewczynę całym swoim ciałem. Zaczęła się wiercić i czułem, że próbuje spode mnie wyjść
W końcu udało jej się i wyślizgnęła się spod mojego ciała.
-Zrobiłam Ci śniadanie Cukiereczku!-zaśmiała się.
-Cukiereczku?-uniosłem brwi.
-Tak, jesteś słodki kiedy śpisz.
Zacząłem wachlować się dłonią, udając, że się rumienię. Uderzyła mnie lekko w ramię i położyła mi na kolanach tace. Zrobiłem wielkie oczy i popatrzyłem  na nią pytająco.
-No przecież mówiłam, że zrobiłam Ci śniadanie.-zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się najsłodziej jak umiałem i zaczął wcinać naleśniki. Ona jest idealna, po prostu idealna !
Może Lucy ma rację? Może powinienem z nią spróbować?
Po chwili dziewczyna wstała i udała się do łazienki, gdzie po kilku minutach rozniósł się szum wody.
Bierze prysznic.
Przez ten wczesny poranek i tą pobudkę sprzed kilku minut, wiedziałem, że ona jest TĄ jedyną !






_____________________________________________
Witam :3
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wchodzi :)
Malik chyba się zakochał uuuuu ♥
Mam nadzieję, że uda mi się ich połączyć.
Pozdrawiam xx :D
P.S. A tu wierszyk ułożony przez mnie, który 'śpiewała' Pezz:
Czas wstawać
Zayn musisz wstawać
Proszę Cię wstań
Bo jeśli nie wstaniesz
Kopnę Cię w .... <3