poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 10. "Obiecuję"

-Zayn on znowu tam był...
Chłopak kiedy usłyszał te słowa, mocno mnie do siebie przytulił.
Staliśmy w ciszy, dopóki któryś z chłopaków nie zapytał o co chodzi. Popatrzyłam się na wszystkich z łzami w oczach i znowu schowałam twarz w bluzie Zayna.
Nikt z nas się nie odezwał. Odeszłam kawałek od Zayna i cichutko spytałam.
-Mogłabym dzisiaj zostać z Tobą?-delikatnie opuściłam głowę.
-Oczywiście!-szeroko się uśmiechnął a w jego oczach widziałam szczęście.
Z czego się tak cieszy? Idź od niego, tylko głowę mu zawracasz!
-A nie będę Wam przeszkadzać? Nie chcę się narzucać...-powiedziałam i spojrzałam na chłopaków.
Na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech i wszyscy jednocześnie krzyknęli "zostajesz!".
Harry podbiegł, złapał mnie w pasie i posadził obok Liama i Nialla na kanapie.
Wzdrygnęłam się,po chwili  wymownie patrząc na Zayna...
Zorientował się, że chodzi o "dotykanie". Skrzywił się lekko i podszedł do mnie. Wziął mnie za rękę, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze...
Jak on to robi?
Uśmiechnęłam się słabo. Zayn powiedział chłopakom, że idziemy na górę, bo już późno i ...poszliśmy.
Dzisiaj był drugi raz, kiedy jestem w jego pokoju. Pociągnął mnie delikatnie na łóżko.
Usiadłam na nim, a on zaraz obok mnie.
-Słuchaj, jeśli to jest problem, to ja mogę pójść...-tu się zatrzymałam.
Nie mogę nigdzie pójść, zostałam sama!-dodałam i się rozpłakałam.
-Ej wszystko będzie dobrze! Możesz zostać tu jak długo zechcesz!-powiedział i mnie przytulił.
Wzdrygnęłam się delikatnie, ale on i tak to poczuł.
-Przepraszam...-westchnął cicho.
-Nie to moja wina... Nie można nawet mnie dotknąć...-spuściłam głowę na dół.
Podniósł ją delikatnie i uśmiechnął się.
-Damy radę !
***
Leżeliśmy z Zaynem na łóżku i oglądaliśmy jakieś filmy na laptopie. Od czasu do czasu mi się ziewało, ale nie chciałam iść jeszcze spać. Oparłam głowę o ramię Malika i patrzyłam w ekran.
Po chwili poczułam wibrację mojego telefonu. Wyciągnęłam go i odczytałam wiadomości. Miałam 4 nieodebrane połączenia od wujka i sms'a.
Uśmiechnęłam się do ekranu i szybko zabrałam się za odpisywanie. Nie chciałam już oddzwaniać, bo wydawało mi się trochę za późno, a znając nas, kilka godzin na rozmowie by nam zeszło.
-Kto to?-usłyszałam głos Zayna.
-Mój Wujek..-uśmiechnęłam się delikatnie i odpisywałam dalej.
Wysłałam sms'a zablokowałam telefon, położyłam go obok siebie i powróciłam do oglądania jakiejś komedii. Od czasu do czasu uśmiechałam się i dogadywałam coś, do słów, jakie mówili aktorzy.
Zayn śmiał się dużo głośniej ode mnie. Chyba nie obudziliśmy chłopaków?  Może jeszcze nie śpią...
Po chwili znowu poczułam wibracje...
Odpisałam szybko i znowu wróciłam do oglądania filmu. Trwał on jakieś trzy godziny, a ja cały czas ziewałam. Kiedy się skończył, Zayn wyłączył laptopa i odłożył go na biurko. Moje oczy się "kleiły", a jak chłopak mnie o coś pytał to cicho mamrotałam. Orzeźwiłam się od razu, kiedy się na mnie położył. Biło od niego takie ciepło...
-Brałam prysznic w domu...-wymamrotałam chowając twarz w poduszkę.
-Ale się przebierz... Usmażysz się...-zaśmiał się.
-Nie mam ubrań!-zrobiłam smutną minkę.
-Możesz spać bez...-na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Spadaj!-zepchnęłam go z łóżka.
-Spokojnie... Masz.-powiedział i podał mi jakąś koszulkę.
Wstałam i poszłam do łazienki, która "przylegała" do jego pokoju. Przebrałam się, a stare ubrania, poskładałam w kostkę i położyłam na komodzie.
Przejrzałam się w lustrze...
Wyglądam okropnie!
Wzięłam pierwszą lepszą szczotkę i rozczesałam swoje średniej długości blond włosy.
Kiedy wszystko było ułożone. Wyszłam z łazienki. Pokręciłam się chwilę po pokoju, czekając na Zayna.
Gdzie on w ogóle poszedł?
Po kilku minutach wszedł do pokoju  w samych bokserkach.
Zaparło mi dech w piersiach.
Uśmiechnął się i powiedział.
-Korzystałem z drugiej łazienki...
Zaśmiałam się i patrzyłam jak chłopak zanurza się w pościeli...
-No co ?-spytał.
-Gdzie mam spać?
-A no tak...-powiedział.
Podniósł się. Podszedł do mnie i złapał za rękę. Myślałam, że zaprowadzi mnie do jakiegoś pokoju, ale on po prostu pociągnął mnie w stronę łóżka.
-Tutaj.-uśmiechnął się słodko i szczelnie okrył mnie kołdrą.
-Dobranoc..-powiedział.
-Dobranoc-uśmiechnęłam się dając mu buziaka w policzek.
***
Leżałam na trawie w ogrodzie. Moje włosy lekko powiewały na wietrze, a ja czytałam jedną ze swoich ulubionych książek. Wujek huśtał się na huśtawce i opowiadał mi historię, które zawsze z wielką chęcią słuchałam. Po chwili wujek wstał i bez słowa poszedł do domu. Myślałam, że poszedł po herbatę czy coś, ale się myliłam. Wyszedł do ogrodu,a zaraz za nim mój były.
Przystawił mu pistolet do skroni i powiedział:
-To za to, że ode mnie uciekłaś!
I strzelił. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
-A to za to, że nie dałaś się wyruchać!
Skierował broń w moją stronę i strzelił znowu.
Szybko zerwałam się z łóżka. Pot spływał po mojej twarzy. Oddychałam szybko, ledwo łapiąc powietrze.
Zayn podniósł się równo ze mną i przytulił mnie.
Położyłam się delikatnie na łóżku i patrzyłam na twarz Zayna.
-Nie pozwól mu mnie zabić..-wyszeptałam cicho.
-Nie pozwolę. Obiecuję! 


niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 9. "Kłopoty z przeszłością"

-Jak to on ?-spytał Zayn.
-Znalazł mnie... Ja tu jestem tylko dlatego, że uciekłam... Uciekłam od niego...-powiedziałam i spuściłam głowę.
-Dobrze, że uciekłaś, a teraz chodź...-powiedział Malik i pociągnął mnie delikatnie za rękę żebym wstała.
-Gdzie idziemy?
-Do Ciebie.
-Ale jak on tam jest? Ja nie chce go widzieć!-wrzasnęłam i wyszarpałam rękę z jego.
-Uspokój się! Jesteś ze mną nic Ci się nie stanie.-powiedział i ponownie splótł nasz palce.
Po co on to robi?
-Jak chcesz...-wyszeptałam.
Chłopak praktycznie ciągnął mnie w stronę domu, bo tak bardzo się opierałam.
-Musimy tam iść?-spytałam.
Staliśmy już przed moim domem, a mnie na samą myśl przechodziły dreszcze.
-Na pewno go już tam nie ma... Możliwe, że w ogóle go tam nie było, a ty tylko Ciołku panikujesz!-zaśmiał się Zayn i stanął przed drzwiami.
-Może i masz rację...-uśmiechnęłam się słabo.
Zayn wszedł pierwszy otwierając przede mną drzwi. Szłam po cichu za nim, cały czas wstrzymując oddech...
Kiedy obeszliśmy wszystkie pomieszczenia i okazało się, że go nie ma, spokojnie poszłam  w stronę mojej sypialni. Otworzyłam drzwi i się przeraziłam.
ON!
Leżał na moim łóżku i kiedy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się głupio.
Zbiegłam jak najszybciej do salonu i wskoczyłam na kolana Zaynowi, który siedział spokojnie na kanapie.
-Co się dzieje Słońce?-spytał.
-On.Tam.Jest.Idzie.Tu!-zaczęłam się jąkać, tylko i wyłącznie dlatego, że się bałam..
Niech nikt sobie nie pomyśli, że to przez to ciałko Zayna!
Chłopak mocno mnie przytulił. Po chwili delikatnie posadził mnie obok siebie i poszedł w stronę mojej sypialni. Siedziałam skulona na kanapie  i czekałam, aż Zayn wróci.
Zszedł po kilku minutach. Siedziałam z kolanami podciągniętymi pod brodę.
Chłopak stanął na przeciwko mnie, lecz po chwili kucnął. Oparł swoje dłonie o moje kolana i popatrzył na mnie. Widziałam w jego oczach strach, troskę i obawę.
-Poszedł już sobie?-spytałam cichutko.
-Perrie, tam nikogo nie było.-powiedział Zayn.
-Był! On tam był !-powiedziałam głośniej.
-Nie Pezz. Nikogo tam nie było i nie ma...
-Widziałam go! Leżał na łóżku i śmiał się do mnie! Tak jak wtedy, kiedy zamknął mnie w pokoju!
I jak tu do Ciebie przyszłam to on schodził ze schodów. Słyszałam go! Śmiał się!-zaczęłam cicho płakać i jąkać się.
-Kochanie jego nie ma ! On jest daleko, nic Ci nie zrobi!-powiedział Zayn, podniósł się i mocno mnie przytulił.
-Ale..Ale on tu był..-wyszeptałam mocno zaciskając pięści na koszulce chłopaka.
***
Siedzieliśmy w ciszy na kanapie w salonie. Moja głowa spoczywała na kolanach Zayna, a on bawił się moimi włosami. Od czasu do czasu uśmiechałam się do niego delikatnie, a on to odwzajemniał.
W salonie było cicho i spokojnie. Nasz spokój przerwał dzwonek do drzwi. Zayn wstał i poszedł otworzyć. Po kilku minutach, do pokoju wszedł Malik, a za nim chłopacy.
Skąd oni wiedzą gdzie ja mieszkam?
Przywitali się ze mną i rozsiedli na kanapie. Malik wrócił na swoje miejsce, a moja głowa znowu leżała na jego kolanach. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Cały czas się śmialiśmy.
Muszę powiedzieć, że na prawdę ich wszystkich polubiłam. Byli śmieszni...
Było koło godziny 17, kiedy Zayn i chłopcy powiedzieli, że muszą iść, bo mają kilka ważnych spraw do załatwienia.
Nie wnikałam jakie sprawy, bo to nie mój interes. Pożegnałam się z nimi i kiedy wyszli, udałam się do kuchni.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Przygotowałam sobie jakieś ciastka i sok. Poszłam do salonu i zaczęłam oglądać jakieś durne programy. Nie mogłam znaleźć nic ciekawego. Rozłożyłam się na kanapie, jak najwygodniej mogłam i zajadałam się popcornem. Leciało akurat W11, więc spokojnie siedziałam i kończyłam swój podwieczorek. Kiedy program minął znowu nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w ubrania, które przygotowałam wcześniej. Drewniany zegar na ścianie wydał z siebie dźwięk i  zaczął wybijać godzinę 20.
Na dworze powoli się ściemniało. Znowu ogarnęła mnie nuda.
Udałam się w stronę swojej sypialni. Po drodze zgarnęłam laptopa ze stolika w salonie.
Popchnęłam tyłkiem lekko uchylone drzwi od sypialni i weszłam do niej tyłem. Kiedy tylko się odwróciłam, laptop wypadł mi z rąk i roztrzaskał się.. Znowu ON!
Uśmiechnął się głupio i wstał z łóżka. Szybko wybiegłam z pokoju. Na korytarzu złapałam baleriny i  wsunęłam je na nogi.
Wyszłam z domu i zamknęłam go na klucz. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam.
Mój telefon wibrował w kieszeni, ale nie zwróciłam na niego uwagi.
Biegłam ile sił w nogach. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Nogi samego poniosły mnie pod dom Zayna.
Nie byłam pewna czy mogę do niego pójść... Może go nie ma?
Podeszłam do drzwi i najpierw cichutko w nie zapukałam..
Przecież Cię nie usłyszy głupia!
Po dłuższej chwili zadzwoniłam dzwonkiem. Kiedy usłyszałam kroki za drzwiami, zaczęłam się trząść.
Otworzył mi ...eee Liam?
-Cześć?-spytał.
-H..Hej. J-jest Zayn mo-oże?-zaczęłam się jąkać.
-Tak. Siedzimy  w salonie wszyscy..-chłopak przepuścił mnie w drzwiach.
Ruszył pierwszy, a ja za nim. Zayn wstał kiedy mnie zobaczył. Od razu do niego podbiegłam i mocno się do niego przytuliłam.
-Zayn on znowu tam był...

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 8. "Niepewność zabija"

Lilian POV:
Przebudziłam się koło południa... Może troszkę wcześniej. Z wielką niechęcią wstałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam poranny prysznic i przebrałam się w normalne ubrania.
Udałam się do Ash. Wchodząc do pokoju, na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie. Nie było jej, a na środku łóżka poskładane były ubrania, które jej wczoraj pożyczyłam. Spanikowałam !
Wybiegłam z pokoju i zbiegając po schodach, wpadłam na Zayna.
-Gdzie Ash?-spytaliśmy równocześnie.
-Nie wiem poszłam do jej pokoju, ale jej tam nie ma. Łóżko wygląda tak, jakby nawet w nim nie spała!
-Bo nie spała. W nocy była u mnie... Nie mogła spać, więc leżeliśmy razem, ale w końcu zasnęła. Obudziłem się rano i jej nie było. Nie wiem. Zastanawiam się, czy czasem nie zrobiłem czegoś głupiego, bo byłem wczoraj nieźle wstawiony. Ale przypominam sobie wszystko mnie więcej... Nie wiem cholera nie wiem !- powiedział Zayn i złapał się za głowę.
-Idę jej poszukać!-dodał po chwili i wybiegł z domu.
Zamyślona zeszłam do salonu. Moje oczy podwoiły swoje rozmiary, kiedy zobaczyłam kto siedział na kanapie.
Ten wkurwiający chłopak, który był tu wczoraj.
-Czego Ty tu chuju chcesz?-spytałam.
Chłopak szybko wstał i przygwoździł mnie ręką do ściany.
-Nazywam się Matt.
-Nie obchodzi mnie to. Wyjdź...-wysyczałam próbując się wyrwać.
-Zapamiętaj to imię Złotko, bo już nie długo, będziesz krzyczała je w nocy...-wyszeptał mi do ucha.
Wyszedł tak po prostu, zostawiając mnie oszołomioną przy ścianie.
Zayn POV:
Wkurwiony chodziłem różnymi drogami, próbując wypatrzeć dziewczynę. Dlaczego wkurwiony?
Dlatego, że poszła sobie nic nie mówiąc. Mogła poczekać, albo przynajmniej obudzić kogoś z nas i powiedzieć, że idzie... No właśnie gdzie?
Chodziłem w kółku kilka godzin, nie wiedząc gdzie ona może się podziewać. Wtedy wpadłem na jeden pomysł...
PARK!
Musiała tam być... Szedłem jedną z alejek parkowych, kiedy zauważyłem dziewczynę siedzącą pod drzewem.
To była ona !
Biegiem ruszyłem w jej stronę. Szybko koło niej klęknąłem i podniosłem delikatnie jej głowę do góry.
Po policzkach spływały jej łzy...
Czyli jednak coś zrobiłem.
-Co się stało?-spytałem.
-Nic zostaw mnie!-warknęła.
Proszę Cię nie takim tonem, nie chcę tego spieprzyć !
Złapałem ją za rękę i podniosłem do góry...
-Czemu płaczesz?-spytałem jeszcze raz ale trochę bardziej spiętym tonem.
-Gówno Cię to obchodzi!-wrzasnęła.
Wyrwała się z mojego uścisku i zaczęła uciekać. Od razu ruszyłem za nią.
Przestraszyłem się, kiedy nie zwracając uwagi na nic, przebiegła przez jezdnię.
Aż tak bardzo źle? Nawet nie uważa na siebie? Co ja do cholery jej zrobiłem?
Mimo tego, że biegam od niej dużo szybciej, nie mogłem jej dogonić.
Miała kondycje, nie ma co ...
Zaczęła odczuwać zmęczenie, kiedy powoli zwalniała swój bieg, koło jakiegoś lasu.
Na początku przestraszyłem się, że chce mnie zmylić i ucieknie do lasu, ale kiedy spadła na trawę, wiedziałem, że ma dość biegania.
Szybko do niej dobiegłem i klęknąłem obok. Dziewczyna skuliła się pod wpływem mojego dotyku.
Czy ja ją wczoraj zgw...? Nie to nie możliwe...
Ale dlaczego reaguje tak na mój dotyk?
-Powiedz mi do jasnej cholery co się dzieje? Dlaczego płaczesz? Dlaczego uciekasz?-powiedziałem, może troszkę za głośno.
Jedyne co uzyskałem w odpowiedzi to głośny szloch i ciche "nie dotykaj mnie".
Teraz na prawdę się przestraszyłem, jeśli ja jej zrobiłem coś w nocy, to...
Z zamyślenia wyrwał mnie dotyk dziewczyny. Leżała na brzuchu, a ja klękałem między jej udami.
Złapała moją dużo dłoń, w swoją malutką i podniosła do góry. Rozłożyła moje palce, a później zagięła trzy palce, zostawiając otwarty wskazujący i środkowy.
Nie wiedziałem co ona robiła, dlatego zmarszczyłem brwi.
Swoją drugą ręką podwinęła materiał bluzki i ukazał mi się jej cudowny brzuch.
Wzięła moje palce i położyła pod lewą piersią, a dokładnie pod końcem materiału stanika...
Zmarszczyłem brwi, kiedy w tamtym miejscu wyczułem coś wypukłego. Nachyliłem się bliżej i zabrałem swoje palce. Moim oczom ukazała się dość spora blizna...
Odetchnąłem z ulgą, wiedząc, że to nie ja zrobiłem.
Ale dalej nie wiedziałem, co spowodowało u dziewczyny takie zachowanie.
-To mój były "chłopak".-powiedziała Ash, robiąc cudzysłów w powietrzu.
-Ale...
-Chciał tylko jednego. Chciał mnie przelecieć i już. Ale nie dałam mu się...
Bił mnie...-powiedziała Ash, a mnie zamurowało.
-Jak mógł?-spytałem.
-Nie wiem, ale... Ja się boję, po prostu mam fobie...
Jest okej jeśli nie wiem, ktoś złapie mnie za rękę, albo coś... Ale czasami mam tak, że jak ktoś nawet podniesie rękę, mam atak i się boję i ...-dziewczyna urwała i przytuliła się do mnie.
-Dobra nie płacz już. A powiedz mi dlaczego nie jesteś teraz w domu.-spytałem.
-Bo ktoś tam był i ... ja wiem, że to on!

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 7. "Dobrze, że jesteś."

Było koło godziny 2 w nocy, a jak kompletnie nie mogłam spać. Cały czas myślałam o chłopaku, który aktualnie prawie cały na mnie leżał. Delikatnie bawiłam się kosmykami jego włosów, które były miękkie w dotyku. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy przypomniałam sobie, nasze rysunki na lekcji. To wszystko było takie dziwne. Leżę w łóżku z chłopakiem, którego się boję. Bawię się jego włosami i o nim myślę. Nie zwracałam na nic uwagi. Przesuwałam w palcach jego włosy i uśmiechałam się. Coś jednak mi nie pasowało. Podniosłam delikatnie ręce do góry i ledwo zobaczyłam kawowe tęczówki chłopaka. Były takie wesołe. Widziałam w nich ulgę, radość i miłość? Nie, to nie możliwe.
-Obudziłam Cię?-spytałam cichutko.
Pokiwał przecząco głową.
-To ja już pójdę, do innego pokoju.-powiedziałam i zaczęłam się podnosić.
Malik złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął mocno do swojego torsu. Oddychał powoli, a jego klatka miała stałe tempo. Czułam jego ciepły oddech na szyi. Było miło.
-Dobrze, że jesteś.-wyszeptał.
Uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc, że i tak tego nie zauważy. Wiedziałam, że to pewnie przez resztki alkoholu w jego krwi, jest dla mnie taki miły. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać! Minęło kilkanaście minut i żadne z nas się nie odezwało. Może myślał, że śpię?
Odwróciłam się delikatnie twarzą do niego, a na jego ustach pojawił się piękny uśmiech.
-Nie mogę zasnąć.-szepnęłam do niego.
Zamknął oczy, a po chwili z jego idealnych ust, zaczęły wydobywać się słowa.

Goodnight . . . 
Don’t be afraid.. 
Sleep tight in my arms.. 
I swear you’ll be okay.. 
I’ll keep you from harm.. 
‘Cause I love you. 
And I always will.. 
And you know I’m gonna be true.. 
And whenever you need me,. 
I’ll be here with you.. 
I know...


Słowa z jego ust, wydobywały się z niewyobrażalną lekkością. Muszę przyznać, że głos miał piękny.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę o jego ramię, dalej wsłuchując się w to co śpiewał.

Times have been hard,. 
Life has treated you bad.. 
Well baby, let down your guard.. 
Try not to be sad.. 
‘Cause I promised to stay by your side. 
And now that’s what I’m gonna do.. 
When the others have gone away,. 
I’ll be here with you.. 
I’ll be here. 
When the nights grow cold.. 
I’ll be here. 
When the skies are blue.. 
I’ll be here . 
When we both grow old. . .. 
Here with you..


On śpiewał dla mnie. Śpiewał o nas? Nie wiem jak on to robił, ale odbierałam jego słowa z podwójną siłą.
Miał głos jak anioł. ON był aniołem.

So Goodnight.  .. 
Don’t be afraid.. 
Sleep safe in my arms.. 
Baby, you’ll be okay.. 
I’ll keep you from harm.. 
And tomorrow if trouble should come,. 
You can count on me to come through.. 
Because now and for always. 
I’ll be here with you.. 
Come rain or come shine,. 
Through thick and through thin,. 
For better or worse,. 
I’ll be here with you.. 
So Goodnight . . .. 
Don’t be afraid. 


Kiedy skończył śpiewać, mruknęłam cicho na co się zaśmiał. Wtuliłam się mocno w jego tors i ostatnie co zapamiętałam, to całus w czoło.
***
Przebudziłam się przez wstrętne promyki słonka. Kocham słońce, ale nienawidziłam, kiedy budziło mnie rano. No chyba, że się wyspałam. Kiedy przywołałam wspomnienia z nocy, uśmiech sam wdarł mi się na usta. Przekręciłam głowę w bok, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Niechętnie wstałam, kierując się w stronę drzwi.
On był pijany, nic nie pamięta!
Głosik w mojej głowie, nie dawał mi normalnie myśleć. Poszłam do "swojego" pokoju. I przebrałam się w swoje rzeczy. Ubrania, które dostałam od Lucy, złożyłam w kostkę i położyłam na łóżku.
Przypuszczałam, że wszyscy śpią, więc bardzo cicho zeszłam do salonu. Kiedy popatrzyłam na zegar ścienny, wszystko było jasne.
Była godzina 6.
Ja z przyzwyczajenia zawsze wstaje wcześnie, nawet bez budzika.
W korytarzu ubrałam swoje trampki i po cichu wyszłam z domu. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Było mi tam jakoś dobrze. Czułam się ja u siebie. Może dlatego, że nie byłam tam sama?
Że spędziłam ten czas z innymi ludźmi, którzy wydawali się bardzo mili?
Może dlatego, że spędziłam ten czas z Zaynem?
Nie wiem co się ze mną działo, ale na samą myśl o nim, uśmiechałam się.
Dotarłam do swojego domu. Wyciągnęłam klucze z kieszeni i otworzyłam drzwi.
Usiadłam w salonie na kanapie i odetchnęłam z ulgą. Po chwili jednak przestraszyłam się.
Jak najszybciej mogłam wybiegłam z domu. Kiedy byłam w bezpiecznej odległości, oparłam się o bramkę.
Ktoś jest u mnie w domu!



sobota, 17 maja 2014

Rozdział 6. "Strach, alkohol i ulga."

Lucille POV:
Powiedziałam chłopakom, żeby zabrali Malika do jego sypialni.
Coś się stało z nim, odkąd poznał tą dziewczynę. Perrie.
Ale to lepiej. Może ona pomoże mu wyciągnąć z siebie te wszystkie nałogi. Może ona go odmieni.
Kto wie...
Siedziałam koło Perrie i czekałam, aż wreszcie się obudzi. Coś za długo to trwa. To pewnie tylko zwykłe zachłyśnięcie wodą. Ale najważniejsze jest, że ona w ogóle żyje. Nie chce myśleć, co by się z  Malikiem wtedy stało. Nie wiem ile się znają, ale chyba się do niej przywiązał.
Jak się obudzi, będę musiała ją przeprosić. W końcu nazwałam ją dziwką i darłam się na nią.
Może się okazać, że będę miała tylko ją, bo tak to praktycznie z samymi chłopakami siedzę.
Od czasu do czasu przybiegał Niall, albo Liam i pytali się co z dziewczyną.
Kiedy już tak bardzo zaczęło mi się nudzić, wzięłam jakąś gazetę i zaczęłam ją czytać...
Nic to nie dało, bo po kilku minutach zasnęłam.
***
Przebudziłam się kilka godzin później i coś wydawało mi się dziwne. Kiedy wreszcie się ogarnęłam, zorientowałam się, że dziewczyny na łóżku nie było.
Zeskoczyłam z kanapy i zaczęłam biegać po całym domu. Nigdzie jej nie mogłam znaleźć. Kiedy zrezygnowana, wchodziłam do kuchni, myśląc nad jakimś dobrym wytłumaczeniem dla Zayna, zobaczyłam ją. Siedziała na blacie kuchennym i piła wodę. Szybko do niej podbiegłam i zaczęłam przytulać. Cały czas patrzyła na mnie zszokowana.
-Dziewczyno nawet nie wiesz, jak mnie wystraszyłaś!-powiedziałam i odsunęłam się od niej.
-Czemu? W ogóle gdzie ja jestem?-spytała lekko zachrypniętym głosem.
-U nas. To znaczy u Zayna i chłopaków...Pamiętasz coś w ogóle?-spytałam.
-Taa. To znaczy pamiętam, że poszłam gdzieś z Zaynem i że pokazał mi taki śliczny wodospad, ale co było dalej to już nie wiem.-powiedziała i spuściła wzrok.
-Jak dobrze, że się już obudziłaś, Malik dostał szału!-zaśmiałam się i usiadłam obok niej.
-To ja już pójdę.-powiedziała i zeszła z blatu.
-Pojebało Cię dziewczyno? Zostajesz u nas.-zaśmiałam się i pociągnęłam w stronę sypialni Malika.
Wpadłam na niezły pomysł. Pociągnęłam ją w stronę "mojego" pokoju. Czasem zostaje u nich na noc, a ostatnio to praktycznie cały czas, wiec mam swój pokój.
Wciągnęłam ją do środka.
-Słuchaj mam nieogarnięte sprawy z Malikiem i muszę się na nim odgryźć okej?
Więc siedzisz tu cicho, ja będę do Ciebie przychodzić.. Po prostu chce się zemścić ...-zaśmiałam się.
-Tak jasne spoko.-odpowiedziała dziewczyna i położyła się na łóżku.
-Okej idę, trzymaj kciuki.
-Trzymam.-uśmiechnęła się dziewczyna, a ja wyszłam.
Zayn to mój przyjaciel, a takie akcje robimy sobie na porządku dziennym. Wiem, że to lekka  przesada, ale on nie był lepszy.
Weszłam do jego sypialni, a on od razu do mnie podszedł.
-Przykro mi Zayn. Przestała oddychać, wywiozłam ją do jej domu i położyłam w korytarzu. Tak mi przykro.-spuściłam głowę i śmiałam się w duszy.
Jego jedyną reakcją, były czarne tęczówki i trzask drzwiami.
I po problemie!
***
Minęło trzy godziny odkąd Zayn wyszedł z domu. Zaczynałam się powoli o niego martwić. Nie odbierał telefonów ani ode mnie, ani od chłopaków.
Widziałam w oczach Perrie smutek i przygnębienie. Martwiła się o niego.
Kiedy było koło godziny 23, ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Pobiegłam do nich jak najszybciej mogłam i otworzyłam je.
Moim oczom ukazał się pijany Zayn i jakiś koleś. Zmierzył mnie spojrzeniem,a na jego ustach pojawił się łobuzerski uśmiech.
Nie lubię takich typów!
Wprowadził go do domu, a później od razu do jego sypialni. Perrie brała w tym czasie prysznic, więc nie miałam jak jej tego powiedzieć.
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, wiedząc, że Zaynowi nic nie jest.
Chłopaki poszli do swoich pokoi, a ja czekałam, aż ten typek wyjdzie.
-Nieźle się schlał...-zaśmiał się chłopak.
-Tak śmieszne. Cześć.-powiedziałam i otworzyłam "dla niego" drzwi.
-Ej niunia spokojnie. Chcesz żebym już wyszedł?-spytał i przybliżył się do mnie.
-Nie mów do mnie niunia. Nara.-powiedziałam i wypchnęłam go za drzwi, zamykając przy tym zamek.
Jaki dupek!
Perrie POV:
Kiedy wyszłam z łazienki, Lucy powiedziała mi, że Zayn wrócił. Nie wiem dlaczego, ale się o niego martwiłam. Po prostu mam dobre serce.
Tak sobie to tłumacz Perrie!-odezwał się głosik w mojej głowie.
Zignorowałam go. Wyszłam z nowego pokoju, który przydzieliła mi Lucy i zaczęłam szukać sypialni Malika. Nie wiem dlaczego go szukałam, ale strasznie mnie do niego ciągnęło.
Wydawało mi się, że jestem mu potrzebna.
Że ON mnie potrzebuje!
Kiedy weszłam do jego sypialni, od razu podeszłam do jego łóżka. Leżał skulony. Czuć było od niego trochę alkoholu, ale i papierosy.
Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Położyłam się koło niego delikatnie.
-Perrie.
Wymruczał cicho przez sen i mocno się we mnie wtulił.
Patrzyłam dłuższą chwilę na jego twarz. Był przystojny, miał piękne oczy, usta. Był idealny.
Jakaś cząstka mnie jednak się go bała. Zupełnie nie wiem dlaczego.
Może dlatego, że w ogóle go nie znam?










czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 5. "Wspomnienia"

Zayn POV:
-Dobra chłopaki ja idę. Nie chce wam przeszkadzać, bo pewnie coś ważnego macie do zrobienia! Pa!-powiedziała szybko Ashley i odwróciła się do tyłu. Pożegnałem się szybko z chłopakami i cicho poszedłem za nią.
Złapałem ją za nadgarstek, a ona cicho pisnęła.
-To tylko ja.-uśmiechnąłem się.
-Przestraszyłeś mnie.
-Sorry. Gdzie Ci się tak śpieszy?-spytałem.
-W sumie to nigdzie. Ale szczerze mówiąc, dziwnie się czułam, jak twoi koledzy się tak na mnie patrzyli.-uśmiechnęła się nieśmiało.
-Chyba im się spodobałaś.
-Na pewno.-zaśmiała się.
-Chodź, zabiorę Cię w jedno miejsce..-powiedziałem.
-Mam się bać?-spytała.
-Jeśli znasz się na pierwszej pomocy, to nie.-powiedziałem i pociągnął ją za rękę.
Przez kilka minut nie odzywała się idąc równo ze mną. Ale po chwili zaczęła marudzić.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz...-zaśmiałem się.
-No ale weź mi powiedz...
-Możesz się zamknąć na chwilę!?-wrzasnąłem.
Dziewczyna popatrzyła na mnie przerażona i spuściła głowę na dół.
Malik ogarnij się debilu nie chcesz jej przestraszyć!
-Przepraszam...-wyszeptałem, zatrzymując się i podnosząc delikatnie jej głowę, dwoma palcami.
-Jest okej.-uśmiechnęła się delikatnie.
Ruszyliśmy dalej. Splotłem jej palce ze swoimi, chociaż do końca nie wiedziałem, jaka będzie jej reakcja.
Jej gest sprawił, że po moim wnętrzu rozlało się ciepło...
Ścisnęła nasze splecione dłonie i podnosząc głowę do góry, uśmiechnęła się.
Miała taki cudowny uśmiech.
***
Po kilkunastu minutach, wreszcie doszliśmy do miejsca, które chciałem jej pokazać.
Dziewczyna rozglądała się dookoła.
-Chcesz mnie...utopić?-spytała próbując powstrzymać uśmiech.
Nie! Nie rób tego! Nie powstrzymuj go! Jest piękny!
Głosik w mojej głowie wcale mi nie pomagał.
-Nie... Będziemy pływać.-uśmiechnąłem się i zacząłem ściągać koszulkę.
-Serio? Nie mam stroju.-zrobiła smutną minę.
-Nie potrzebny Ci!-powiedziałem i zaśmiałem się, kiedy ściągając spodnie, dziewczyna się odwróciła.
-Mam Cię wepchnąć do wody w ubraniach?-spytałem podchodząc bliżej.
-Ughh...Jesteś nieznośny!-powiedziała i zaczęła odpinać spodnie.
Miała taki idealny tyłek !
Malik nie myśl o tym teraz, bo Ci stanie!
Była taka cała piękna i idealna...
-Co się tak gapisz?-spytała.
Zaśmiałem się i wzruszyłem ramionami.
-I co teraz?-spytała i podeszła kilka kroków do skarpy.
-Skaczemy?-spytałem ironicznie.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, bo...
-Cykasz się?-przerwałem jej śmiejąc się.
-Wcale się nie cykam !- wrzasnęła.
-NO TO SKACZ!-krzyknąłem.
Dziewczyna zmierzyła mnie spojrzeniem z góry do dołu i uśmiechnęła się nieśmiało.
-Nie mogę...-wyszeptała po chwili nieśmiało.
-Nie możesz?-uniosłem brew lekko do góry.
-Bo wiesz... Ja nie za bardzo pływam..-powiedziała i spuściła głowę w dół.
Zaśmiałem się po cichu.
-Dasz radę. Skaczę zaraz za Tobą. Jak coś to Cie uratuje!-powiedziałem i odsunąłem się trochę od dziewczyny.
Popatrzyła na mnie. Cofnęła się o kilka kroków. Zaczęła biec i skoczyła.
Usłyszałem plusk wody i cisze... Nie wiedziałem, czy ona ze mnie żartowała, czy serio jest coś nie tak.
Podeszłam do skarpy i nigdzie jej nie zobaczyłem.
Szybko skoczyłem do wody zaraz za nią.
***
Wyciągnąłem ją nie przytomną na brzeg. Była cała zimna i blada. Jej klatka unosiła się minimalnie.
Nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem panikować.
Ogarnąłem się po chwili i zadzwoniłem do chłopaków. Po 5 minutach pojawił się koło mnie Niall, Liam i Harry. Na nich  zawsze można liczyć.
Kiedy dojechaliśmy do naszego domu(tak mieszkam z chłopakami), wniosłem ją do salonu i położyłem na kanapie.
W salonie siedział Louis z Lucy. Widziałem zdziwioną twarz dziewczyny, kiedy zobaczyła Perrie.
No tak. Ten incydent z "dziwką".
Wyjaśniłem szybko wszystko Lily i powiedziałem jej, żeby coś zrobiła.
Cały się trzęsłem. Pociły mi się ręce i jąkałem się.
Co się do jasnej cholery z tobą dzieje Malik?
Lucille powiedziała, żeby poszedł do siebie do sypialni, bo zaraz zemdleje. Wolałem nie mdleć w takiej sytuacji, bo zawsze mogę być potrzebny Perrie.
Po co jak głupi ją tam zabrałem?

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 4. "Przeprosiny"

Obudziłam się po południu z nie małym bólem głowy. Budzik nie zadzwonił, więc nie poszłam na zajęcia... No i co ?
Dlaczego ja zawsze muszę być taka wzorowa?
Nie są obowiązkowe, więc chodzić na nie nie muszę !
Nawet mi za nie nie płacą, więc to nie ma sensu !
Nikogo nie ma! Mogę robić co chce, mówić co chce.. Mogę wszystko!
Wstałam i udałam się do łazienki. Odbyłam poranną toaletę. Z garderoby wyciągnęłam szorty i białą bokserkę. Była godzina 15:20, a ja dopiero jadłam 'śniadanie'...
No co? To była długo noc...
Po 'śniadaniu', wzięłam z komody telefon z słuchawkami  i wyszłam na dwór. Chciałam się przespacerować...
Włączyłam ulubioną playlistę i zaczęłam truchcikiem zmierzać w stronę parku.
Myślałam o wczorajszym wieczorze...
Nie za bardzo na niego nakrzyczałaś ? Przecież on nic nie zrobił!- odezwał się głosik w mojej głowie.
-Nie wcale nazwał Cię dziwką...-zakpiłam sama z siebie.
Kiedy dotarłam do parku, usiadłam na jednej z ławeczek. Patrzyłam na dzieci, które bawiły się na małym placu zabaw. Mała dziewczynka, cały czas uśmiechała się do wszystkich... Przypominała mi mnie, kiedy byłam dzieckiem. Ale to była przeszłość.
Wstałam i powolnym krokiem ruszyłam w stronę domu.
Nie wiem co będę tam robić, ale na pewno coś wymyślę. Wychodząc z parku, zobaczyłam jego. Odruchowo spojrzałam na moje nadgarstki. Kolor ich przechodził z fioletowego na siwy. Kiedy go zobaczyłam, wszystkiego mi się odechciało. Odwróciłam głowę w inną stronę i zaczęła iść w innym kierunku. Jednak nie udało mi się długo pozostać niezauważoną. Po chwili usłyszałam swoje imię.
-Perrie!
Odwróciłam się ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Zayn stał z jakimiś trzema chłopakami, kilka kroków ode mnie. Wszyscy ubrani na czarno.
-Cześć Zayn.-odezwałam się po chwili.
Podszedł w moja stronę, tak, że prawie dotykaliśmy się klatkami.
-Słuchaj, bo ja chciałem Cię przeprosić...-powiedział, a w jego oczach pojawił się ból.
On mnie przeprasza? 
-To ja powinnam Cie przeprosić. W końcu to jednak ja Cię uderzyłam...-powiedziałam i popatrzyłam mu w oczy.
Z tyłu za chłopakiem usłyszałam głośne "uuuuuuuuuuu" i na tym się skończyło.
W oczach Malika błysnęła iskierka rozbawienia. Jego koledzy podeszli bliżej, tak, że stali na równo z Mulatem, a ja odsunęłam się lekko do tyłu.
-No powiem Wam chłopaki rękę to ona ciężką ma..-zaśmiał się chłopak, a ja w duszy poczułam ulgę.
Chyba nie jest na mnie zły.
-Nie widziałem Cię dzisiaj na zajęciach...-powiedział Zayn.
-Ja..Umm..Zaspałam.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-To chyba trzeba będzie Ci budzik. Wiesz, ja zawsze chętny.-powiedział chłopak z burzą loków na głowie.
Jestem Harry, ale możesz mówić mi Hazz!-przedstawił się.
-Jestem Perrie.-powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę chłopaka.
Chwile na nią popatrzył, a potem złapał za nią i przyciągnął mnie do siebie w mocnym uścisku.
Kiedy pozostali zaczęli go ode mnie odciągać, zaczęłam cicho chichotać.
-Ja jestem Niall.-uśmiechnął się Blondyn.
-Ja jestem Louis.-podszedł do mnie chłopak z wesołym wyrazem twarzy.
Ci jednak podali mi tylko rękę. Kiedy miałam się pytać, co tutaj robią, podleciał do nas szatyn. Był przystojny i umięśniony, mimo tego jego twarz była taka... miła i 'przyjacielska'.
-Liam, poznaj Perrie.-powiedział Zayn i pokazał na mnie dłonią.
-Miło Cię poznać.-uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Ciebie również.-odpowiedział i mnie przytulił.
Jaki on ma głos! Taki seksowny!
-Nie mówcie mi, że znaleźliście ją w parku.-zaśmiał się Liam.
-Człowieku. Ona wczoraj zajebała Malikowi!-podszedł do Liama Blondyn i położył mu rękę na ramieniu.
Liam zrobił zdziwioną minę i więcej się nie odezwał.
-Dobra chłopaki ja idę. Nie chce wam przeszkadzać, bo pewnie coś ważnego macie do zrobienia! Pa!-rzuciłam i szybko odwróciłam się do tyłu. Udało mi się wykręcić od tych rozmów i pięknych przenikliwych spojrzeń.
Jednak nie na długo. Po chwili ktoś złapał mnie za nadgarstek, a ja cicho pisnęłam.
-To tylko ja.-uśmiechnął się Zayn.
-Przestraszyłeś mnie.
-Sorry. Gdzie Ci się tak śpieszy?-spytał.
-W sumie to nigdzie. Ale szczerze mówiąc, dziwnie się czułam, jak twoi koledzy się tak na mnie patrzyli.-uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Chyba im się spodobałaś.-mruknął do mnie.
-Na pewno.-zaśmiałam się.
-Chodź, zabiorę Cię w jedno miejsce..-powiedział Mulat.
-Mam się bać?-spytałam.
-Jeśli znasz się na pierwszej pomocy, to nie.-powiedział i pociągnął mnie za rękę w nieznanym mi kierunku.



_________________________________________
Przepraszam, że rozdział taki krótki, ale podobno mam nie mieć wieczorem internetu, więc napisałam go na szybko♥
Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam <3
P.S. Kolejny będzie o wiele dłuższy !
Buziaki ;*

Rozdział 3. "Ciemna strona"

Przebudził mnie kilka godzin później dzwonek do drzwi. Z wielką niechęcią wstałam i poszłam je otworzyć. Zanim jednak to zrobiłam, sprawdziłam godzinę.
O MATKO! Już 19? Tak szybko. To dobrze, że nie mam zadanych żadnych prac domowych, bo wtedy bym się załamała.
Z takimi myślami podeszłam do drzwi i je otworzyłam. To co za nimi zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
-Witaj Słońce...-powiedział Malik.
-Cześć. Czego tutaj chcesz?-spytałam.
-Będziemy tak rozmawiać?-podniósł jedną brew i wskazał wymownie na próg.
-A dlaczego miałabym Cię wpuszczać do środka?-poczułam nagły przypływ odwagi i spytałam go.
-Hmm zastanówmy się. Bo jesteś kulturalna i wiesz, że z gośćmi się tak nie postępuję?-spytał, a raczej stwierdził po czym wepchnął mnie razem ze sobą do środka.
-No fakt...-zaśmiałam się delikatnie, na co on popatrzył ze zdziwieniem.
Co?-spytałam.
-Ładny masz uśmiech...-powiedział i poszedł do kuchni.
-Taa dzięki...
Poszłam za nim. Kiedy weszłam do kuchni, siedział na wysokim stołku przy wysepce, która znajdowała się na środku kuchni.
-Więc co Cię do mnie sprowadza? -spytałam siadając na blacie szafki.
-A nic.-powiedział krótko.
-Nic? Więc po co tu w ogóle przyszedłeś?
-Bo nie miałem co ze sobą zrobić...
-I musiałeś przyleźć akurat do mnie?-spytałam unosząc brew.
-Tak.
I na tym skończyła się nasza rozmowa. Zeszłam z blatu i podeszłam do lodówki. Otworzyłam ja, po czym wyciągnęłam z niej sok marchewkowy.
Podeszłam do innej szafki i wyciągnęłam z niej 3 małe woreczki z surową kukurydzą w środku. Cały czas czułam na sobie wzrok Malika.
Włożyłam woreczki do mikrofalówki i czekałam. Po 5 minutach wyciągnęłam 3 tym razem duże już "torby" z popcornem w środku. Położyłam je razem z sokiem na tacy i poszłam do salonu. Słyszałam, że chłopak idzie za mną. Usiadłam na kanapie po turecku, a na swoich nogach położyłam tacę. Chłopak usiadł obok mnie i ciągle się patrzył.
-No co ?-spytałam w końcu.
-Masz zamiar to wszystko zjeść?-spytał robiąc duże oczy.
-Nie jadłam nic człowieku...To dopiero mój podwieczorek...-powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili jednak przestaliśmy. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Wstałam i podeszłam do telewizora.
-Oglądamy coś?-spytałam.
-A co proponujesz?
-A co lubisz?-spytałam po chwili uświadamiając sobie co powiedziałam.
-Więc...
-NIE! NIE MÓW !-zaczęłam się śmiać.
-To co oglądamy?-spytał uśmiechając się.
-Masz, wybieraj.-powiedziałam po czym podałam mu różne płyty.
Usiadłam na kanapie i patrzyłam na plecy chłopaka. Po kilku minutach odwrócił się niosąc w moją stronę płytę z wielkim uśmiechem na twarzy.
Kiedy tylko mi ją podał, na moje usta wdarł się wielki uśmiech, prawie taki sam jak u niego.
-Kocham to!-wrzasnęłam i podbiegłam do telewizora.
Zanim jednak włączyłam film odwróciłam się. To coś podejrzane jest...
-Zaraz, zaraz. TY I TAKIE FILMY!?-spytałam podnosząc brwi.
Chłopak zaśmiał się i lekko potarł dłonią kark. Wstydzi się? Nie możliwe...
-Dobra spokojnie... Po prostu jestem zdziwiona...-powiedziałam i włączyłam płytę.
Po chwili dołączyłam do chłopaka.
"Trzy metry nad niebem" Ubóstwiam ten film.
I szczerze mówiąc trochę się zdziwiłam. Myślałam, że Mulat wybierze jakiś horror,a tu proszę...
Nigdy nie kontaktowałam przy tym filmie i chłopak to zauważył, ale ja zauważyłam jak podbiera mi popcorn i nie zorientowałby się, dopóki nie wybuchłam śmiechem.
Malik przestraszył się i kukurydza, którą trzymał w wargach wypadła mu na sweter.
Szybko złapałam ją w palce i wsadziłam sobie do ust. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony, ale po chwili zaczął się śmiać.
Popatrzyłam na niego zimnym wzrokiem i wymamrotałam "zamknij się" po czym dalej zagłębiałam się w moim ulubionym filmie.
Film tak bardzo mnie wciągnął,że nie zauważyłam nawet, kiedy minęło tyle czasu. Malik w ogóle się nie odzywał. Zdziwiona popatrzyłam w bok i zobaczyłam, że chłopak zasnął. Głowę opartą miał na małej poduszce. Zaśmiałam się po cichu. Wstałam i udałam się pod prysznic. Zajął mi on jakieś 20 minut. Ubrałam na siebie piżamę, która składała się z szarych dresów i czarnej bokserki.
Wychodząc z pokoju, usłyszałam w salonie krzyki. Najpierw myślałam, że chłopak się obudził  i ogląda film.
Myliłam się.
Po chwili usłyszałam głos Malika. Czy to nie jest dziwne, że nadal nie znam jego imienia? Krzyczał razem z jakąś dziewczyną. Zeszłam na dół i stanęłam obok Mulata.
-Co tu się się dzieje?-spytałam po chwili.
-I dołączyła do nas Twoja kolejna dziwka. Co szmato? Nie miałaś komu dać dupy, to do Zayna przyszłaś?-naskoczyła na mnie brunetka.
Czyli ma na imię Zayn.
-Że co proszę? Po pierwsze nie jestem żadną dziwką. Po drugie to mój dom i wychodzi na to, że on tu przyszedł. Po trzeci o co Ci w ogóle chodzi?-nie wytrzymałam już.
-Tak? To dziwne... Bo Zayn dosłownie trzy minuty temu, powiedział, że dałaś mu dupy.-zakpiła dziewczyna.
Ja już nic nie rozumiem.
On naprawdę tak powiedział?
Nie żeby coś ale...
Zabolało!
Popatrzyłam na Zayna z łzami w oczach,
-Lucille wyjdź!-powiedział wkurzony chłopak.
-Wychodzę, ale Ty idziesz ze mną...-powiedziała dziewczyna.
-WYJDŹ!-wrzasnął chłopak i po chwili dziewczyny nie było już w moim domu.
Usiadłam na kanapie i spuściłam głowę. Łzy ciekły po moich policzkach. Chłopak kucnął przede mną.
-Jak mogłeś coś takiego powiedzieć?-spytałam łamiącym głosem.
-Mu...
-Zamknij się i wyjdź stąd!-wrzasnęłam.
-Nie tym tonem...-ostrzegł mnie chłopak,a jego tęczówki pociemniały.
Co jest do cholery?
Zrobiłam coś, co kompletnie mnie zaskoczyło.Coś czego nigdy bym  nie zrobiła.
SPOLICZKOWAŁAM GO.
Jego oczy natychmiast zrobiły się czarne. Jego tors unosił się i opadał w szybkim tempie, a szczęka była mocno zaciśnięta.
Przyparł mnie mocno do kanapy. Jedną ręką ścisnął boleśnie moje nadgarstki,a drugą złapał mój podbródek.
-Nigdy.Więcej.Tego.Nie.Rób.-powiedział oddzielnie każde słowo.
Po czym puścił moje nadgarstki i wyszedł.
Masowałam obolałe miejsca, które po dłuższym czasie, zrobiły się fioletowe. Zamknęłam drzwi od domu na klucz i poszłam do sypialni...
Położyłam się na łóżku i zasypiałam z myślą co się właśnie przed chwilą stało?

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 2. "Samotność"

Ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika. Bardzo niechętnie wyszłam z łóżka i udałam się do łazienki, gdzie odbyłam poranną toaletę. Mimo, że był wrzesień, na dworze było w miarę ciepło. Ubrałam czarne leginsy i białą bokserkę, na którą zarzuciłam czarny sweterek. Wzięłam  z biurka telefon i torbę, po czym zeszłam na dół. W salonie zastałam wujka oglądającego telewizję. Zaskoczona podeszłam do niego i dałam buziaka w policzek.
-Cześć Wujku.-uśmiechnęłam się.
-Witaj Perrie.-odpowiedział i wziął łyk kawy.
-Co się stało, że Ty nie w pracy?-spytałam siadając obok niego.
-Mam dzisiaj wolne, bo...-wujek przez chwilę się zawahał-Słuchaj Słońce, wyjeżdżam na kilka miesięcy i właśnie muszę z Tobą porozmawiać.-powiedział Wujek.
-Ale coś się dzieje?-spytałam z niepokojem.
-Nic się nie dzieje Kochanie, tylko niestety będę musiał zostawić Cię samą. Ale wiem, że świetnie sobie poradzisz... Jesteś zdolna i mądra, na pewno wszystko będzie dobrze-powiedział, a do moich oczu napłynęły łzy.
-Kiedy wyjeżdżasz? I gdzie?-spytałam.
-Wyjeżdżam dzisiaj po południu do Irlandii, więc Ty pewnie jeszcze będziesz na tych zajęciach...
Będę co miesiąc przysyłał Ci pieniądze..Damy sobie radę Ash.-skończył i przytulił mnie.
-Na pewno damy.-uśmiechnęłam się.
-A teraz uciekaj do szkoły, bo się spóźnisz...-powiedział.
Pożegnałam się z nim i wyszłam.  Na zajęcia nie miałam daleko niż piętnaście minut, więc poszłam  pieszo. Z racji tego, że nie są one obowiązkowe, mogłam się spóźnić. Lubiłam oglądać ludzi, którzy się spieszyli i tych, którzy mieli dużo czasu.
Po piętnastu minutach doszłam na zajęcia. Przed budynkiem stało bardzo dużo osób. Niektórych kojarzyłam z wczorajszej  imprezy. Wyglądali na skacowanych.
Wchodząc , od razu udałam się do sekretariatu, gdzie dostałam kluczyk do szafki oraz plan zajęć na cały tydzień. Pożegnałam się z panią i poszłam szukać swojej szafki.
-146...147...148...149...150 bingo!-uśmiechnęłam się do siebie, kiedy odnalazłam szafkę.
Otworzyłam ją i wrzuciłam kilka książek. Jako pierwszą lekcję, miałam godzinę wychowawczą.
Poszam pod sale numer 24 i usiadłam pod ścianą. Bardzo dużo osób, chodziło po korytarzach. Wreszcie zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy jako jedna  z pierwszych. Poczekałam, aż prawie wszyscy uczniowie usiądą. Wolna była ostatnia ławka przy oknie, w której usiadłam. Każdy popatrzył się na mnie dziwnie, ale to pewnie przez to, że jestem tu ogólnie nowa. Oparłam głowę o parapet i czekałam na nauczyciela.
Przyszedł po 5 minutach. Usiadł przy biurku i spojrzał na wszystkich uczniów. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnął się do mnie i zaczął mówić.
-Witam klasę 2X. Widzę, że stan klasy się zmienił... Niestety niektórzy uczniowie, nie nadążyli z materiałem pierwszej klasy... Ale widzę, że mamy nową uczennicę..-powiedział i znowu na mnie popatrzył.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Dobrze...Na dzisiejszą godzinę wychowawczą, przygotowałem projekty, które będziecie robić w parach. Macie na to 2 tygodnie, więc...-i tu przerwał mu dźwięk otwieranych drzwi. Wszyscy uczniowie, jak i nauczyciel poparzyli w stronę wejścia... W drzwiach stanęła piątka chłopaków.. Wszyscy ubrani w czarne skóry... Jednego z nich rozpoznałam... TO ON!
Ten chłopak z wczorajszej imprezy... Ten, który niby mnie obronił...
Odwróciłam głowę jak najszybciej w stronę okna i modliłam się, żeby tylko mnie nie zauważył. Może mnie nie pamięta?
-Kto to nas odwiedził?-prychnął nauczyciel-Siadać wszyscy do ławki! A Ty kolego masz koleżankę w ławce... Nie spieprz tego!-syknął nauczyciel i chłopacy zaczęli siadać w ławkach.
On nie mówił o mnie prawda? Nauczyciel mówił o innej dziewczynie, która siedziała sama, a ja wchodząc do klasy jej nie zauważyłam! Tak na pewno mam rację!
Delikatnie przekrzywiłam głowę w bok i zobaczyłam, że wszyscy w klasie patrzą się w moją stronę.
No to pięknie!
Nie miałam zamiaru nawet nie niego spojrzeć... Poczułam, że ktoś siada obok... A może to nie on?
Może to któryś z tych chłopaków, którzy z nim stali... Wszystkie spojrzenia wróciły na nauczyciela, a on posłał mi współczujące spojrzenia. Odcięłam się od wszystkiego. Wyjęłam kartkę i ołówek.
Czułam cały czas na sobie jego wzrok, ale nie odważyłam się spojrzeć.
Kompletnie nie wiedziałam, co mam rysować. Dziwnie się czułam, kiedy tak się patrzył. Ale w końcu udało się coś narysować. Moim obrazkiem, okazał się kwiatek. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie.
Lubiłam rysować i to bardzo. To było takie moje hobby.
-Ładne...-usłyszałam czyjś ochrypły głos.
Pierwszy raz od początku zajęć popatrzyłam w bok i zobaczyłam te czekoladowe tęczówki. Przez chwile skanowałam jego twarz..
Miał ciemną karnację, jak już mówiłam brązowe oczy i pełne różowe usta, na których uformował się uśmieszek.
-Dziękuję...-powiedziałam i znowu się odwróciłam.
Usłyszałam chichot, ale zignorowałam go.
Schowałam rysunek do książki i wyciągnęłam następną kartkę. Chwilę się nad nią "modliłam", bo nie wiedziałam co narysować.
Odwróciłam głowę w bok i popatrzyłam przez okno, lecz na zewnątrz nie było nic ciekawego.
Kiedy z powrotem popatrzyłam na kartkę, nie było jej tam. Popatrzyłam w bok i zobaczyłam jak chłopak coś na niej rysuje. Podniósł głowę, uśmiechnął się i rysował dalej.
-Świetnie kartki też mi będzie zabierał?
Nie patrzyłam na niego w ogóle. Lekcja mijała całkiem powoli. Nauczyciel wpisywał coś w komputer, a uczniowie cicho rozmawiali ze sobą, co chwilę zerkając w stronę "naszej" ławki.
Chłopak obok mnie, chyba to wyczuł, bo podniósł głowę do góry i zmierzył wszystkich surowym wzrokiem.
-Co się tak kurwa gapicie?-ryknął nagle.
Wszyscy odwrócili się przodem do tablicy.
Pan Collins uniósł głowę zza komputera i spojrzał na chłopaka. Myślałam, że pewnie dostanie ochrzan, za przeklinanie, ale się myliłam.
-Malik, nie strasz uczniów...-zaśmiał się nauczyciel i z powrotem zajął się swoimi sprawami.
Właśnie w tej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że nie wiedziałam jak on się nazywa...
Malik.
I znowu pozostało mi tylko patrzenie za okno. Dużo aut, które jeździły w różne strony. Po jakiś 10 minutach poczułam coś pod swoją ręką. Najpierw popatrzyłam w bok na Malika, a później w dół.
Moim oczom ukazał się rysunek, ale chyba nie dokończony. Namalowana była jedna pięść i kawałek sznurka. Chłopak nachylił się nad moim uchem i powiedział
-Improwizuj
Że o co mu chodzi?
Wyjęłam ołówek z jego ręki i zaczęłam kreślić linie... Sama dokładnie nie wiedziałam co rysuje...
Po kolejnych 20 minutach, rysunek był gotowy. Dorysowałam drugą pięść, lecz sznurek, który przedtem wisiał na jednej, owinięty był wokół obydwu. Ten rysunek przedstawiał coś na kształt "wspólnoty", bądź "przeznaczenia".

Podsunęłam kartkę Malikowi i odwróciłam się w stronę okna...
Znów.
Poczułam szturchnięcie w bok i odwróciłam się do chłopaka.
-Mogę sobie zatrzymać ten rysunek?-spytał po chwili.
-Ta jasne.-sama nie wiem skąd u mnie ta obojętność.
-Dzięki.-uśmiechnął się i schował rysunek do plecaka.
W sali rozniósł się dźwięk informujący, że jest już przerwa. Wyszłam z sali jako ostatnia. Czułam na sobie różne spojrzenia...
Ciekawskie i karcące. O co tym ludziom chodzi? Zrobiłam im coś?
*5 godzin później*
Wchodząc do domu, poczułam niesamowitą pustkę. Wujka już nie było. Weszłam do kuchni i zauważyłam na stole kopertę, obok której leżały pieniądze.
W kopercie był list. Napisał w nim, że bardzo mnie kocha, że na pewno dam sobie radę i że będzie dzwonił.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a po moich policzkach popłynęły łzy.
Będzie ciężko!
Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie.Łzy płynęły po moich policzkach.
-Przecież sama sobie nie poradzę! Dlaczego musiałeś wyjechać? Ja sama nie przeżyję...- wrzasnęłam.
Nie wiedziałam co mam robić. Podłożyłam pod głowę poduszkę i zasnęłam.

__________________________________
Przepraszam za to opóźnienie, ale wczoraj wieczorem, nie miałam internetu..
OPS!
Mam nadzieję, że rozdział, chociaż troszkę się spodoba, bo moim zdaniem jest do KITU :C
Ale za to... Malik  jest całkiem spoko...
Zdradzę tylko trochę, że w następnym rozdziale, Ash kurewsko bardzo przestraszy się Malika..
A dlaczego??
Ups nie wiem :))