wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 20."Szczęśliwy dzień"


Zayn POV:
Spacerowaliśmy wzdłuż plaży, na którą wcześniej szliśmy godzinę !
Nigdy bym tyle nie szedł, bo po co, skoro mam auto... Ale przez ten cholerny urok Perrie, musiałem się zgodzić. Nie potrafiłem jej odmówić...niczego.
Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce. Nasze splecione palce, idealnie do siebie pasowały. Przechodząc obon nas małżeństwa, młode i te w podeszłym wieku, uśmiechały się do nas szczerze. Myśleli pewnie, że jesteśmy parą.
Nie jesteśmy. Niestety nie...
Perrie pociągnęła mnie na klif i usiadła na jego końcu. Dołączyłem do niej po chwili. Kiedy tylko usiadłem, od razu się do mnie przytuliła. Poczułem się jak jej chłopak. Szczęśliwy chłopak.
Cholera no!
-Zi...
-Hmm?
-Jesteś szczęśliwy teraz? -spytała dziewczyna spoglądając na mnie z dołu.
Wyglądała jak anioł.
-Tak jasne, czemu pytasz?
-Bo nie wyglądasz, żebyś był... To przez mnie, tak? -spytała.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
-Oczywiście, że nie. Jestem szczęśliwy. -uśmiechnąłem się, ale chyba mi nie uwierzyła.
-Wolałbyś tu pewnie być ze swoją dziewczyną, prawda?
-Nie mam dziewczyny Pezz... A nawet jeśli bym miał, to i tak siedziałbym tu z Tobą, bo wolę Ciebie Kotek. -odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
Uśmiechnęła się słodko. Przytuliłem ją mocno i oboje w ciszy, wpatrywaliśmy się w morze.

Lucy POV:
W domu nikogo nie było. Chłopcy to żadna nowość, ale Perrie...
Chciałam z nią porozmawiać, o... O wcześniejszych wydarzeniach. To "przepraszam", które wypowiadał Stiles, brzmiało tak prawdziwie....
Nie wiedziałam, co mam myśleć o tym wszystkim.
Usiadłam w salonie na kanapie i wpatrywałam się w zegar na ścianie.Miał cudny uśmiech, kiedy dałam mu całusa w policzek...
Właśnie! W ogóle dlaczego ja go pocałowałam!?
-Może dlaczego, że Ci się spodobał?-powiedział głosik w mojej głowie.
Wiedziałam, że z nim nie wygram.
Wyciągnęłam telefon z tylnej kieszonki spodenek i szybko napisałam do Zayna.

Odłożyłam telefon na stolik i poszłam wziąć prysznic. Musiałam ochłonąć!

Zayn POV:
Siedzieliśmy oparci o niewielki kamień. Bawiłem się włosami Pezz, a ona z zamkniętymi oczami, opowiadała mi o swoich szkolnych wybrykach. Była taka słodka, kiedy dzieliła się ze mną tymi wspomnieniami. Poczułem wibracje w kieszonce. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, mój telefon znajdował się w rękach Pezz.
Normalnie, to zacząłbym spazmować i wydzierać telefon, jeżeli miałby go ktoś inny...
Ale ta słodka istotka leżąca ma moich kolanach miała już wszystko... Włączając w to moje serce.
-Kto to? -spytałem.
-Lucy... Napisała "Gdzie jesteście Zakochańce?"- powiedziała, robiąc cudzysłów w powietrzu.
Zaśmiałem się tylko cicho, ale nie odezwałem się. Widziałem, jak dziewczyna odpisuje.
Odłożyła telefon i uśmiechnęła się.
-Pokaże Ci coś
Sięgnęła po swój telefon i go odblokowała. Po chwili moim oczom, ukazała się tapeta, na której byłem ja!
Spałem...
Zaśmiałem się głośno i pocałowałem ją w czoło.
-Zrobiłam je, wtedy, gdy patrzyliśmy na wschód słońca. -uśmiechnęła się.
-Wyszedłem dziwnie... -skrzywiłem się.
-Wyszedłeś słodko i uroczo! -zaprotestowała dziewczyna.
-Wyszedłem jak ciota!
-Zamknij się!-zaśmiała się Pezz i przytuliła do mnie.
W tak bardzo miły sposób, spędziliśmy cały dzień.
***
Leżeliśmy zmęczeni po całym dniu. W pokoju było gorąco, ale ani mi, ani Pezz nie chciało się wstać otworzyć okna. Zrobiliśmy sobie wycieczkę wzdłuż plaży, potem wrzuciłem Perrie do wody, za do dostałem opieprz. Chciałem, żeby było więcej takich dni... W których jest taka szczęśliwa !
-Zayn, nie mogę spać... -szepnęła mi do ucha Pezz.
-Co mam zrobić? -uśmiechnąłem się.
-Zaśpiewaj dla mnie.
Zaśmiałem się cichutko, w głowie szukając jakiejś piosenki.



- *I, I, I don't know why, why
It seems like every other night you pick a fight, fight.
And I know I do the same, be callin' you out your name,
This is not what lovers are suppose to do.
Śpiewałem cicho, wiedząc, że Pezz wsłuchuje się w słowa piosenki
- You tell me to go, I start walkin out,
We both know what we're all about.
We fuss, fight, and scream, 
And it's all because of love, 
but you know I both know we ain't ever giving up.
Blondynka przesunęła głowę, tak że teraz wpatrywała się we mnie. Nigdy nikt nie słuchał mnie śpiewającego, jednak przed Perrie nie czułem się źle, robiąc to
- Everytime I try to leave
Somethin's tells me turn around
'Cause how could I ever leave
The only one that holds me down
'Cause I know we can work it out
Talk it out, stick it out oohh
Everytime I try to leave
Find that we can figure it out
That's why I always turn around... 
- Ain't nobody that can love me, like you love me.
That's why I always turn around for you, you you, youuu. You, you you, youuu.
Ain't nobody that can love me, like you love me.
Thats why I always turn around. For you, you you, youuuu. You, you yooou. 
Podczas, gdy dziewczyna wtuliła się w moje ciało, ja wyobrażałem sobie, że to o czym śpiewam to prawda, ponieważ miałem cholerną nadzieję, że kiedyś pokocha mnie, tak jak ja pokochałem ją.

__________________________________________

Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo, ale nie miałam pomysłów...
Mam nadzieję, że ten choć trochę się spodoba...
Pozdrawiam :D
Speed Master xx <3

*Nie wiem dlaczego
Wygląda na to, że każdego wieczoru wybierasz kłótnię
I wiem, że robię to samo, wykrzykuję twoje imię
To nie to, co kochankowie powinni robić

Mówisz mi, że mam iść, wychodzę
Oboje wiemy, o co nam chodzi
Hałasujemy, kłócimy się i krzyczymy,
A to wszystko przez miłość
Ale wiesz co? Nigdy się nie poddajemy

Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Coś mówi mi, by zawrócić
Bo jak mógłbym kiedykolwiek zostawić
Jedyną, która jest przy mnie
Bo wiem, że możemy to wyjaśnić
Porozmawiać o tym, posklejać
Za każdym razem, kiedy próbuję odejść
Zdaję sobie sprawę, że możemy to naprawić
To dlatego, zawsze zawracam

Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam
Nie ma nikogo, kto może kochać mnie, tak jak ty mnie kochasz
Dlatego zawsze do ciebie wracam

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 19."Spotkanie"

Wielki powrót Logana i Lucille. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba, bo pomagała mi sama Lucille !!!!
Zanim zaczniesz czytać, włącz TO♥ .... Ten rozdział cały będzie poświęcony tej dwójce :*

Miłego czytania życzę ;)

*Logan*
-Ehh, 20 po 2... Posiedzę tu jeszcze chwilę... Może warto... -pomyślałem.
Siedziałem na murku fontanny, wpatrując się w ziemię. W mojej głowie kłębiło się tysiące zakończeń tego spotkania ...Albo mnie wyśmieje, albo na mnie nawrzeszczy, a może nawet ponownie mnie spoliczkuje. Nawet jeśli, to wiem, że warto. Marzę tylko o tym, żeby mi wybaczyła. Ja, dureń, dopiero wczoraj doszedłem do tego, że ta dziewczyna znaczy dla mnie coś więcej. Więcej? Ja ją kocham !
Nie, zaraz ...
Coś mi chyba odbija. Przecież ja jej w ogóle nie znam... Chociaż czuję jakby moja wola, kładła się u jej stóp... Co ja pierdole!?
Ze mną naprawdę jest coś nie tak. Czekam tutaj 30 minut na dziewczynę, jest jakieś 20% szans, że w ogóle przyjdzie, a ja nawet nie mam ochoty stąd iść... Cały czas mi się wydaję, że zaraz tu będzie.. Ale ja się zmieniłem... To przez nią... Ciągle się zmieniam.
Przypadkowo podniosłem wzrok... W odpowiedniej chwili, bo brunetka właśnie zmierzała w moim kierunku. A jednak przyszła...
Uśmiechnąłem się w głębi duszy. Dziewczyna usiadła obok mnie z wzrokiem mordercy, oczekując na jakikolwiek ruch z mojej strony.
- Słuchaj... Nie wiem jak to powiedzieć, ale... Przepraszam. To był odruch, nigdy wcześniej nie obchodziłem się tak z dziewczynami...
- Tak czyli jak?! Bez seksu?!
- No... Nie o to chodzi... Po prostu, żadna dziewczyna mnie tak nigdy nie traktowała i nie biła w twarz... W dodatku tak mocno i... Naprawdę nie wiem co mi odbiło..Może... po prostu się zakochałem? -powiedziałem, a  jej oczy automatycznie się rozszerzyły, wstała z murka i zdenerwowanym krokiem ruszyła w stronę swojego domu. Szybkim krokiem podszedłem do niej i złapałem delikatnie za ramię. Dziewczyna bez odwracania, strzepała moją rękę ze swojego ramienia i szła dalej.
-Czekaj! -krzyknąłem.
Nie odwróciła się ... Zebrałem w sobie wszystkie siły i po chwili zacząłem śpiewać.

Don't know if I'm wrong
Don't know if I'm right
Don't know if I should say it
Or keep it inside

Dziewczyna szybkim ruchem odwróciła się w moją stronę i z otwartą buzią wpatrywała we mnie.

Just what is this feeling
That's growing in me?
Could it be possible
That love was set free?

It's just I know, in my heart is real
And that I know, it's love I feel
When I searched I found answers to my loneliness
And this dream that we're living is real

Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Stała na przeciwko mnie z zamkniętymi oczami i bólem wymalowanym na twarzy. Podszedłem delikatnie do niej i stanąłem niemalże kilka centymetrów od jej klatki.
Powoli podniosłem kciuka do jej policzka i otarłem łzy.
Otworzyła oczy i wpatrywała się prosto w moje. Była taka piękna.
Widziałem w jej ruchach wahanie, lecz po chwili objęła mnie i mocno się wtuliła.
Owinąłem ramiona wokół jej talii i mocno do siebie przycisnąłem.
Czy to oznacza, że mi wybaczyła?
-Dlaczego płaczesz?
-Moi rodzice, zawsze śpiewali mi tą piosenkę, a-a teraz Ty ją zaśpiewałeś i... -zająknęła się.
-I co? -spytałem delikatnie.
-I przypomniałam sobie, że została-am sama... -wyszeptała i ścisnęła w pięściach, materiał mojej koszulki na plecach.
-Nie jesteś sama. Ej masz przyjaciół... Znajomych i... i mnie -zająknąłem się lekko.
Nie chciałem zniszczyć tej chwili... Była zbyt piękna, ale nie chciałem też, żeby Lucy płakała.
Nienawidzę tego.
-Chce wrócić już do domu... -wyszeptała odsuwając się ode mnie.
-Dobrze choć odprowadzę Cię ....
Po piętnastu minutach drogi, dotarliśmy pod jej dom. Stanąłem na schodkach pod drzwiami, kiedy ona przez załzawione oczy, próbowała trafić kluczykiem do zamka. Zaśmiałem się cicho , odebrałem jej klucze i otworzyłem drzwi. Uśmiechnęła się do mnie szeroko i przybliżyła się do mojej twarzy...
Pocałowała mnie delikatnie w policzek i się odsunęła.
-Odezwę się...-wyszeptała i zniknęła za drzwiami....
Mam taką nadzieję! -pomyślałem i zacząłem skakać z radości.



poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 18. "Szczęśliwy dzień"

Zayn POV:
Przebudziłem się i od razu wzrokiem próbowałem odszukać Pezz. Na szczęście leżała tuż obok.
Miałem koszmar. Straszny koszmar. Śniło mi się, że Perrie próbowała zrobić sobie coś strasznego tylko dlatego, że zamiast odpowiedzieć jej że ją kocham, uśmiechnąłem się. Tylko przez takie głupstwo.
Teraz przez jej chorobę, będę musiał uważać na swoje słowa. Będę musiał uważać na wszystko.
Pezz co chwilę przekręcała się na boki. Mam nadzieję, że nie dręczą ją takie koszmary jak mnie.
Chciałem żeby dziewczyna, czuła się przy mnie bezpieczna. Ale nie wiedziałem co mam ze sobą robić, kiedy patrzyła na mnie swoimi ślicznymi oczami. Kiedy uśmiechała się do mnie, najcudowniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałem. Ona była idealna w każdym calu. Nie było sekundy, żebym o niej nie myślał, po prostu się nie dało.
-Hej Zi. -usłyszałem cichutki głos obok mnie.
Przekręciłem głowę i zobaczyłem uśmiechniętą Perrie
-Witaj Księżniczko. -po wypowiedzeniu tych słów, na twarzy dziewczyny pojawił się piękny uśmiech.
Uwielbiałem sprawiać, że na twarzy Pezz pojawiał się ten uśmiech, ten wyjątkowy uśmiech.
-Jak się spało? -spytałem odwracając się w jej stronę.
-Dobrze, a Tobie?
-Też.-wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Perrie głośno się zaśmiała. Złapała moje policzki w palce i zaczęła nimi potrząsać.
Robiłem przy tym głupie miny, dzięki którym uśmiech nie schodził z jej twarzy.
W pewnym momencie złapałem ją za biodra i uniosłem do góry. Wyglądało to coś na kształt samolotu, dopóki dziewczyna nie spadła na mój tors. Jęknąłem cicho, kiedy jej kolano spotkało się z moim kroczem.
-Przepraszam Zayn! -wrzasnęła.
Zacząłem się cicho śmiać i przyciągnąłem ją w mocnym uścisku. Tego mi brakowało. Tego głośnego śmiechu i tych pięknych, błękitnych oczu.
Codziennie chciałbym taki poranek.
-Nic się nie stało Kotek. -uśmiechnąłem się.
-Mraauuu.-zaśmiał się dziewczyna i położyła głowę na moim torsie.
Opierała się głową tak, aby dobrze patrzeć mi w oczy.
Ten kontakt wzrokowy robi się niebezpieczny !
-Co będziemy dzisiaj robić? -spytała po chwili ciszy.
-A na co masz ochotę? -poruszałem śmiesznie brwiami.
-Zboczeniec! -zaśmiała się.
-Tylko Twój! -powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
-Śniadanko? -zapytała.
-Śniadanko.
***
Lucy POV:
Wstałam bardzo wcześnie, jak na moją osobę. Nie mając co ze sobą zrobić, poszłam do pokoju Zayn i zabrałam jego laptopa. Miał założone hasło, ale odgadnięcie było najprostszą rzeczą na świecie.
Wpisałam "Perrie" i już po chwili ukazała mi się tapeta. Uśmiechnięty Zayn i siedząca na jego plecach Perrie. Dlaczego ja nie mogę sobie kogoś znaleźć? Zawsze przypieprzają się do mnie sami idioci !
Zalogowałam się na Twittera i odczytywałam wiadomości od znajomych. Jedna osoba mi nie pasowała.
-Znowu ten dupek? -krzyknęłam.
Czego on ode mnie chce?
Otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać.
No nie wierzę! On chce się ze mną spotkać!? Sama nie wiem...
Jest dość ładny...
 Zobaczyłam na datę. Wysłał tą wiadomość 3 minuty temu !
Nie wiedziałam, co mam robić.
Musiałam się dobrze zastanowić !

***
Zayn POV:
Po śniadaniu umyliśmy naczynia, w dość zabawny sposób. Chlapaliśmy się wodą i pijaną, ale nie było tak strasznie. Siedząc w salonie, bawiłem się końcówkami włosów Pezz, a ona co chwile chichrała się opowiadając mi jakieś nie stworzone historie. Nie wiem co jej się stało, ale bardzo chcę, żeby częściej się uśmiechała i żeby była taka wesoła. Z zamyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny.
-O czym tak rozmyślasz? -pokiwała śmiesznie brwiami.
-Tak sobie myślę, co możemy robić, żeby się nie nudzisz... -wymyśliłem na szybko.
-Chodźmy na spacer? -uśmiechnęła się słodko.
-Niech Ci będzie.
Cieszyłem się, że mogę gdzieś z nią wyjść. Byłem w niej zakochany do tego stopnia, że poszedłbym dla niej wszędzie ....












poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 17."Bliskość"

Zamknięta w czterech ścianach zimnego pokoju, który jeszcze niedawno kochałam.
Jestem chora... Ja jestem chora, na schizofrenię. Przecież to nie możliwe!
Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę. Nawet Zayna ...
Boję się, że oni mnie odrzucą. Nie pójdę nigdy więcej do szkoły. Nie wyjdę z tego pokoju. Nie ruszę się z tego łóżka. Chce tu umrzeć, żeby nikt nie musiał mnie widzieć.
Wczoraj, kilka razy, był tutaj Zayn. Nie ruszyłam się, nie popatrzyłam, nie odezwałam.
Nie chciałam na niego patrzeć, bo wiedziałam, że kiedy tylko na niego popatrzę, wybuchnę płaczem.
Wtedy on zostałby ze mną. Nie chcę tego. Nie chcę widzieć żadnych ludzi. Nie chce litości, współczucia...
Umrę sama, we własnym świecie.

Leżałam na łóżku kolejną już dobę. Za oknem powoli się ściemniało, ale sama dokładnie nie widziałam, która jest godzina.
Od ostatniego wyjścia Zayna, nikt się tutaj nie pojawił. Ale to dobrze.
Nie chcę, żeby mnie widzieli.
To tak teraz będzie wyglądać moje życie?
Takie szare, smutne, przepełnione obawą? Że coś się może stać?
Z każdą minutą to wszystko we mnie się zmieniało... Tok myślenia, widoczność, emocje, odczucia...
Ale nie wszystkie! Jedno odczucie stawało się chyba coraz silniejsze...
Zayn.
Chciałam, żeby był tu przy mnie. Żeby usiadł, przytulił mnie, zaśpiewał. Chciałam widzieć jego pełny, piękny uśmiech. Te boskie, duże brązowe oczy. Jakaś niewidzialna siła, podniosła mnie z łóżka i "wyrzuciła" za drzwi. Usłyszałam w salonie dźwięk telewizora, ale żadnych głosów. Po cichu zaczęłam schodzić po drewnianych schodkach i już po chwili stałam w pomieszczeniu. Na kanapie zobaczyłam leżącego Zayna, który oglądał jakieś nudne programy i co chwila zerkał na telefon, wzdychając. Podeszłam bliżej i kiedy ukazała się jego tapeta, przyjrzałam się bliżej. Oczom własnym nie mogłam uwierzyć... to ja?
Spałam... Dlaczego...on...? Nie wiem...
Wróciłam się na kilka schodków i znowu zaczęłam schodzić, ale tak, żeby mnie tym razem usłyszał.
Od razu się podniósł i popatrzył z małym zdziwieniem.
-Stało się coś?-spytał cicho.
-Nie lubię być sama...-wyszeptałam i usiadłam koło niego.
Z wielkim wahaniem, owinął swoje ramiona wokół mojej talii i bardzo delikatnie mnie przytulił.
-Jak się czujesz?
-Dobrze...
-Przecież widzę, że nie... Powiedz mi Ley...-powiedział Zayn i posadził mnie sobie na kolanach.
Moje nogi zwisały po obu stronach jego ud, a moje ręce jeździły bezkarnie po jego klacie.
-Boję się, że zostanę odrzucona Zi. Że wszyscy będę się ze mnie śmiać i uważać za wariatkę, którą jestem.
-Nie zostaniesz odrzucona przez nikogo, słyszysz!? Kocham Cię.  Dla nas od początku jesteś wariatką!
Śliczną, mądrą wariatką rozumiesz?-na twarzy Zayna pojawił i się uśmiech, który tak bardzo kochałam ...
-Też Cię kocham Zayn...-uśmiechnęłam się, a łzy poleciały po mojej twarzy.
Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałam.-wtuliłam się mocno w chłopaka.
Widziałam, że na jego twarzy pojawił się grymas bólu, ale dlaczego?
Przecież nie ściskałam go...
Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak Zayn. Że mam takiego zajebistego przyjaciela!
Od kiedy jak zaczęłam przeklinać!?
-Masz na mnie zły wpływ!-zaśmiałam się.
Chłopak popatrzył na mnie zdezorientowany.
-Dlaczego?
-Bo zaczęłam przeklinać.-powiedziałam w między czasie ziewając.
-Ktoś tu jest śpiący-zaśmiał się i pocałował mnie w czoło.
-Mhmm..
-Trzeba spać księżniczko...-powiedział i po chwili czułam, że niesie mnie do sypialni.
*** 
Zayn POV:
Jesteś najlepszym przyjacielem.
Przyjacielem, przyjacielem !
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Jestem dla niej przyjacielem, nikim więcej.
Dlaczego? Dlaczego, kiedy jestem już pewny, że chcę z nią być, wszystko się psuje !
Leże koło Ley i myślę, wpatrując się w sufit. Ashley dawno już zasnęła. Kiedy śpi wygląda jak aniołek.
Dam radę !
Jeśli nawet nie będziemy razem, powiedziała, że jestem jej najlepszym przyjacielem !
A skoro tak powiedziała, to chyba dużo znaczy...
Mimo wszystko,pomogę jej.
Dlaczego?
Bo ją kocham !



wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 16."Choroba"

Zayn POV:
Siedziałem w sypialni z Lucy, która za wszelką cenę próbowała mnie namówić, żebym poszedł do Perrie. Tak bardzo jak chciałem, tak bardzo, coś mnie powstrzymywało. Kiedy Lucy zaczęła opowiadać o tym, jak bardzo jesteśmy dla siebie stworzeni, do pokoju wbiegł Harry.
-Słuchajcie, wypadek był niedaleko nas. Jakaś dziewczyna została potrącona przez auto. To najprawdopodobniej  była Perrie...-powiedział Harry, ściszając głos.
Kiedy tylko usłyszałem jej imię, cały eksplodowałem. Podleciałem do chłopaka i zacząłem wypytywać skąd o tym wie i od kogo. Gdy otrzymałem dokładne informacje, wybiegłem z domu. Skierowałem się do garażu i już po chwili, siedziałem na swoim motorze. Jechałem najszybciej jak mogłem. Po kilkunastu minutach, byłem już pod szpitalem. Wbiegłem na korytarz, starając się odnaleźć jakąś pielęgniarkę. W końcu dowiedziałem się od jednej, że Pezz leży w sali 274.
Dotarłem do niej szybciej niż myślałem. Po cichu otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się dziewczyna.
Była blada, poobijana i w niektórych miejscach zabandażowana. Jej ręka podpięta była do jakieś aparatury, która cały czas pikała. Usiadłem na krzesełku obok jej łóżka, a ona delikatnie się poruszyła.
Jest przytomna !
Złapałem jej dłoń i zamknąłem w swoich. Pocałowałem zewnętrzną stronę jej dłoni,  a ona nieznacznie uchyliła swoje powieki.
-Z-zayn.-wyszeptała.
-Ciii... Nic nie mów Księżniczko. Jestem przy Tobie.-powiedziałem i podniosłem się kładąc obok niej.
Chwała, że robią takie duże łóżka szpitalne.
Na ustach dziewczyny pojawił się mały uśmiech. Widziałem jak dużo bólu sprawia jej uśmiech, albo jedno słowo. Poczułem wibracje w tylnej kieszeni spodni. Powoli wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość.
-Kto to?-spytała cichutko Pezz.
-Lucy, pyta czy wszystko dobrze...
-Och...-dziewczyna posmutniała. Stało się coś?
Odpisałem Lucy i odłożyłem telefon na komodę.
-Perrie, pow...
Przerwał mi dzwonek telefonu. Lucy odpisała, że weźmie chłopaków i przyjadą. To dobrze.
-Eee...Powiedz mi, co się stało?
Kiedy wypowiedziałem te słowa, ręce Pezz zaczęły drżeć,a aparat który stał za naszymi głowami, zaczął niebezpiecznie szybko pikać. 
-Ja... Wiem, że to głupie, ale zagapiłam się w telefon i... sam wiesz-opuściła głowę na dół, a włosy kaskadami opadły na jej twarz.
-Dobrze, że nic Ci nie jest...-szepnąłem i mocno ją do siebie przytuliłem.
Leżeliśmy wtuleni w siebie. W okół nas panowała całkowita cisza, która  po chwili została przerwana skrzypnięciem spowodowanym otwieraniem drzwi.
W sali pojawiła się Lucy i chłopaki. Nie chciało mi się już z nimi gadać, więc udawałem, że śpię. Niestety Ley odepchnęła mnie lekko od siebie i delikatnie próbowała wstać.
-Hej Perrie...-szepnęli.
-Cześć.-dziewczyna słabo się uśmiechnęła.
-Muszę do łazienki...-powiedziała i zaczęła iść w stronę drzwi.
Kiedy przechodziła koło mnie, szepnęła tak, żebym tylko ja usłyszł.
-Nie mów im, dlaczego tu jestem.
Kiwnąłem delikatnie głową, a ona wyszła.
-Co jej jest?-spytała Lucy.
-Jest trochę osłabiona i poobijana, ale wszystko z nią w porządku.-powiedziałem i podniosłem się do pozycji siedzącej.
Wszyscy rozsiedli się wygodnie na łóżku i w ciszy czekaliśmy na Perrie. Zacząłem się denerwować, kiedy po 15 jeszcze jej nie było. Wreszcie drzwi od sali się otworzyły, ale w nich pojawił się doktor, zaraz za którym, dwóch lekarzy wniosło półprzytomną Pezz.
Ona próbowała sobie coś zrobić?
-Zesłabła.-powiedział lekarz, patrząc na mnie z współczuciem.
Kiwnąłem delikatnie głową w jego stronę.
-Po wstępnych badaniach, stwierdziliśmy u pani wiele objaw. Wszystkie niestety sprowadzają się do jednej choroby. Ma pani schizofrenię.
-CO?-wrzasnęła Perrie.
Jezu, skąd u niej nagle tyle energii?
-Występują u pani urojenia, omamy, objawy katatoniczne, objawy zaburzeń afektywnych oraz mniejsza reaktywność emocjonalna.  Omamy, występują u około połowy chorych. Najczęściej są to omamy słuchowe, „głosy” komentujące zachowanie chorego lub mówiące do niego, czasem rozkazujące. Mogą to być jednak dźwięki proste, piski, szumy itp. Innego rodzaju omamami są węchowe, smakowe, dotykowe (cenestetyczne). Omamy wzrokowe należą do rzadkości, a ich występowanie w schizofrenii bywa nawet kwestionowane, lecz w pani przypadku, one występują.
Objawy zaburzeń afektywnych to dysforia, depresji, mania...
Jest mi strasznie przykro, jest pani za młoda na takie choroby.- powiedział smutno lekarz po czym wyszedł.
***
Pezz została wypisana kilka minut później. Na początku nie wiedzieliśmy, czy wziąć ją do siebie, czy odwieść ją do jej domu i z nią zostać.
Wolałem jednak, żeby była u mnie. Chciałem, żeby czuła się bezpiecznie.
Od kilku godzin leżała na łóżku w mojej sypialni i patrzyła się w sufit. Za każdym razem, kiedy wszedłem do pokoju, ona leżała w tej samej pozycji.
Przecież przed tym wypadkiem i chorobą, ona tryskała energią, a teraz ...
Jest bez życia. 
Odkąd wyszliśmy ze szpitala, do nikogo się nie odezwała. Jej wzrok był nieobecny. Martwiłem się o nią.
Obiecuję, że jej pomogę bo...bo chyba ją kocham.



niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 15."Bolesna pomyłka"

Wyszłam z łazienki w pełni ubrana. Ubrania, które miałam na sobie, kupiłam podczas zakupów z Lucy.
Dzisiaj niedziela, więc jutro do szkoły. Nie musiałam się głowić, bo wytłumaczenie było już gotowe. Nikogo nie ma w domu, więc nikt mi nie zaprzeczy! Śmiało mogę powiedzieć, że byłam chora. Nikt mi nie udowodnij, że kłamie.
Zayna nie było w pokoju, więc postanowiłam zejść na dół. Siedział na kanapie z całą resztą. Musiałam iść do swojego domu. Nie wiem dlaczego, ale czułam potrzebę wrócenia do swojego 'królestwa'. Nie wiedziałam jak reszta zareaguje, ale raczej powinni się cieszyć. Jednego psychola w domu mniej.
W korytarzu ubrałam swoje trampki i wróciłam do salonu.
-Idziesz gdzieś?- spytała Lucy.
-Wiecie, ja powinnam już chyba wrócić do siebie ...-zająkałam się przy ostatnim słowie.
Lucy podeszła do mnie i mocno uściekała mnie, po czym poszła na górę. To samo zrobiła czwórka, zostawiając mnie samą z Zaynem. Kiedy chłopak wstał i zaczął iść w moją stronę, spuściłam głowę przygryzając dolną wargę.
Dwoma palcami chwycił mój podbrudek i uniósł moją głowę do góry. Kciukiem pociągnął lekko za moją dolną wargę i wypuścił ją z pomiędzy moich zębów.
-Chciałabym Ci podziękować Zayn. Za wszystko... Nawet nie chcę mi się wymieniać, bo pewnie zajęłoby mi to cały dzień...
Po prostu... dziękuję.-uśmiechnęłam się nieśmiało.
Na twarzy Zayna pojawił się uśmiech, ale i tak czułam, że coś jest nie tak. Był tak jakby trochę niespokojny.
-Nie ma za co Księżniczko.-powiedział, a ja kiedy usłyszłam ostatni wyraz, wyszczerzyłam się.
Przyciągnął mnie w mocnym uścisku i pocałował w czoło.
-Będę się zbierać.-wyszpetałam, a on momentalnie posmutniał.
To jest troszkę dziwne... Czułam się jakbym wylatywała gdzieś daleko z świadomością tego, że już nigdy go nie zobaczę.
Przynajmniej moim zdaniem, on tak się zachowywał. Ludzie przecież od mojego domu do niego jest 20 minut!
Nie mieszkam na końcu świata.
-Wpadniesz potem?-spytałam w końcu się odważając.
-Jeżeli tylko chcesz...-powiedział.
-Chce.
Pokiwał głową,a na jego ustach pojawił się ten piękny uśmiech. W duchu od razu zrobiło mi się lżej.
Bardzo niechętnie wypuścił mnie ze swoich objęć, a ja ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i po kilku sekundach stałam już na świeżym powietrzu. Zayn dalej stał w tym samym miejscu, nawet się nie ruszając.
Czułam się dość dziwnie. Jakbym straciła najważniejszą osobę w swoim życiu, ale przecież tak nie było ...

Zayn POV:
Nie ma jej. Wyszła. Zniknęła.
Czułem rozdzierającą pustkę w moim sercu. Przez ten tydzień, tak bardzo się do niej przywiązałem. Nie było minuty, żebym o niej nie myślał, chociaż była obok, a teraz ...
Nie będę budził się w nocy, uspokajając jej płacz swoim śpiewem. Nie obudzę się nad ranem i nie będę mógł przytulić ją, kiedy w mojej koszulce na tarasie, będzie czekała na wschód słońca. Nie zostanę obudzony rano jej pięknym głosem, tylko po to, żebym mógł usłyszeć, że zrobiła dla mnie śniadanie. Nie będę widział jej uśmiechu i tych pięknych błękitnych oczu.
Wszystko wróci do normy? Wszystko już będzie takie samo? Jak tak...nie chce!
Osowiały ruszyłem po schodach do swojej sypialni. To koniec?
Położyłem się na łóżku i myślałem... Chciałem ją tu i teraz.
Chciałem się z nią śmiać i przedrzeźniać. Chciałem żeby rumieniła się tym swoim cudownym sposobem, kiedy dotykam jej policzka. Chciałem... Żeby była moja.
Ale nie mogłem!
Kiedy cokolwiek chce zrobić, zawsze spierdole! Nie chcę, żeby kiedykolwiek przez mnie cierpiała.
Ale ja też cierpię, kiedy jej koło mnie nie ma.
Do mojego pokoju weszła Lucy i słabo się uśmiechnęła. Wiem, że zachowywałem się jak popierdoleniec, ale po prostu bez tej dziewczyny koło siebie, świruję jeszcze bardziej.
-Idź do niej...-powiedziała Lucy siadając koło mnie.
-Nie moge...-powiedziałem słabo.
-Możesz i chcesz... Wiem o tym. Zayn widzę jak na nią patrzysz, wszyscy to zauważyli...
Idź i zaśpiewaj dla niej tą piękną piosenkę, którą śpiewałeś ostatnio. Tak, słyszałam i jest ona cudowna. Dasz radę Zayn. Jesteś gotowy i sam dobrze o tym wiesz.-wtuliłem się mocno w dziewczynę, ale to i tak nie było to samo ...
-Zaśpiewaj ją jeszcze raz Skarbie.-zaśmiała się Lucy.
Po kilku minutach ciszy, zacząłem śpiewać.

*These are all my words on paper,
Feelings that can't wait till later.
This is my song for you

When is thought love was hurted
you helped me break the silence.
Here's my song for you

And I know we're standing in a
hurricane, but I know together
We can find a way.
Don't let go, come close
can you hear my heart?

For you I'm falling deep I'm lost
in you have found what I've
been missing

No one else can feel this space
cause no one else can take your
place.

For you I'm falling 
This is my song for you
This is my song 
for every dream unwoken,
for every word unspoken,
This is my song for you

And I know we're standing in a
hurricane, but I know together
We can find a way.
Don't let go, come close
can you hear my heart?

For you I'm falling deep I'm lost
in you have found what I've
been missing

No one else can feel this space
cause no one else can take your
place.

For you I'm falling
Thi is my song for you
You...
For you...
You...

These are all my words on paper,
Feelings that can't wait till later.
This is my song for you

Perrie POV:
Kiedy dotarłam do domu, przypomniałam sobie, że zostawiłam u Zayna swój telefon. Pamiętam, że zostawiłam na komodzie, przed drzwiami jego sypialni.
Zawróciłam z powrotem w stronę jego domu. Dotarłam tam jednak prawie po 30 minutach. Nie chciało mi się po prostu iść.
Weszłam po cichu i udałam się na górę. Na szczęście nikogo nie spotkałam po drodze. Biorąc telefon do ręki, usłyszałam głos Zayna i Lucille.
-Zaśpiewaj ją jeszcze raz Skarbie.-usłyszałam głos dziewczyny.
Skarbie? Czy oni...są razem?
Po chwili usłyszałam cudowny śpiew Zayna. Kiedy wsłuchałam się w słowa, cała zdrętwiałam. On śpiewał o niej...
Czyli Zayn jest z nią...
Przecież mówili, że są przyjaciółmi!
Łzy spływały po moich policzkach, kiedy wybiegłam z ich domu. Biegłam przed siebie jak najdalej. Chciałam uciec i więcej już ich nie zobaczyć.
Łzy zasłoniły mi cały widok. Biegłam nawet nie widząc drogi.
Po chwili usłyszałam dźwięk klaksonu, pisk hamulców i zapadła ciemność.
\

_____________________________________________________
*Te wszystkie moje słowa na papierze
Uczucia, które nie mogą czekać na później
To moja piosenka dla Ciebie

Gdy się myśli, że miłość była trudniejsza
Pomogłaś mi przerwać milczenie
Oto moja piosenka dla Ciebie

I wiem, że stoimy pośrodku
Huraganu, ale wiem, że razem
Możemy znaleźć sposób
Nie odchodź, podejdź bliżej
Słyszysz moje serce?

Dla Ciebie głęboko spadam, gubię się
W znalezieniu tego, co mi
Brakowało

Nikt nie może poczuć tego miejsca
Ponieważ nikt nie miał twojego miejsca

Dla Ciebie spadam
To moja piosenka dla Ciebie
To moja piosenka
Dla wszystkich niezburzonych snów
Dla wszystkich niewypowiedzianych słów
To jest piosenka dla Ciebie

I wiem, że stoimy pośrodku
Huraganu, ale wiem, że razem
Możemy znaleźć sposób
Nie odchodź, podejdź bliżej
Słyszysz moje serce?

Dla Ciebie głęboko spadam, gubię się
W znalezieniu tego, co mi
Brakowało

Nikt nie może poczuć tego miejsca
Ponieważ nikt nie miał Twojego miejsca

Dla Ciebie głęboko spadam
To moja piosenka dla Ciebie
Ciebie
Dla Ciebie
Ciebie

Te wszystkie moje słowa na papierze
Uczucia, które nie mogą czekać na później
To moja piosenka dla ciebie


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 14." To chwila dla Ciebie, to chwila dla nas"

Przebudziłam się 2 godziny później. Przetarłam lekko zaspane oczy i spojrzałam na ekran mojego telefonu.
Sobota, 06.09.2014, 07:16. 
Obudziłam się znowu zbyt wcześnie, jak na mnie. Ale tym razem, nie próbowałam znowu zasnąć. Wyplątałam się z uścisku Zayna i zeszłam na dół do ich kuchni. Wciąż czułam się głupio, chodząc samej po czyimś domu, ale cóż mogę poradzić?
Nalałam sobie do szklanki soku jabłkowego i usiadłam przy kuchennej wysepce. Wpatrując się w okno, po kilku minutach, wyzerowałam zawartość szklanki. Nie miałam co ze sobą zrobić, więc wpadłam na pomysł, zrobienia Zaynowi śniadania. Może w ten sposób odwdzięczę mu się, za to wszystko co dla mnie robi.
Po kilku minutach myślenia, nad jakimś w miarę normalnym śniadaniem, zdecydowałam się na naleśniki z nutellą, polane czekoladą. To było bardzo oryginalne !
Zeszło mi pół godziny, na robieniu śniadania. Bardzo musiałam się namęczyć, żeby czasem kogoś nie obudzić, bo wtedy by nie wyszło. Talerzyk z naleśnikami i szklankę z sokiem marchewkowym ułożyłam na tacy.
Udałam się po schodkach na górę do jego sypialni. Po cichu weszłam do środka i postawiłam tacę na komodzie obok łóżka.
Teraz zostało mi tylko go obudzić.
Zayn leżał na plecach, przykryty do pasa pościelą. Jego tors było tak cudownie, cholernie i niewyobrażalnie seksowanie nagi.
Bardzo delikatnie usiadłam na jego biodrach, próbując go nie obudzić, co na szczęście mi się udało.
Pogładziłam dłonią jego policzek, a on cicho zamruczał. Z moich ust wydobył się cichy chichot, który opanowałam.
Ułożyłam sobie w głowię słowa i dobrałam do nich odpowiednią melodię, po czym zaczęłam śpiewać.

Time to wake up 
Zayn you get up 
Please you stand up 
Because if you do not get up 
I'll kick you in ....

Zayn szybko otworzył oczy i przerzucił nas tak, że zawisł nade mną. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Witaj Księżniczko.-uśmiechnęłam się najsłodziej jak mogłam.
-Witaj... W co chciałaś mnie kopnąć?-zapytał z uśmiechem, unosząc jedną brew.
-Ja? Umm.. W nogę-wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
Chłopak głośno się zaśmiał, opadając na mnie całym swoim ciałem. Zaczęłam się wiercić, żeby wyjść spod niego.
W końcu udało mi się i wyślizgnęłam się spod jego ciała.
-Zrobiłam Ci śniadanie Cukiereczku!-zaśmiałam się.
-Cukiereczku?-znowu uniósł brwi.
-Tak, jesteś słodki kiedy śpisz.
-Ta chwila jest zarezerwowana, tylko dla Ciebie ! -uśmiechnął się chłopak.
-A kiedy ja śpię, dla Ciebie!-zaśmiałam się.
Zayn zaczął wachlować się dłonią, udając, że się rumieni.
-A dzisiejszy wschód słońca...
-Ta chwila była nasza!-uśmiechnął się słodko,a ja normalnie się rozpłynęłam.
Uderzyłam go lekko w ramię i położyłam mu na kolanach tace. Zrobił wielkie oczy i popatrzył na mnie pytająco. On jest głupi!?
-No przecież mówiłam, że zrobiłam Ci śniadanie.-zaśmiałam się.
Na jego twarzy pojawił się ten śliczny pełny uśmiech, w którym się już chyba zakochałam.
Zostawiłam Zayna z śniadaniem i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
*Zayn*
Spałem sobie smacznie, dopóki nie poczułem, że ktoś siada na moich biodrach. Po chichocie, który po chwili usłyszałem, domyśliłem się, że to Perrie.
Co ona znowu kombinuje? 
Przez chwilę w ogóle się nie ruszała i zacząłem się jej obawiać. Po kilku minutach usłyszałem jej głos.

Time to wake up 
Zayn you get up 
Please you stand up 
Because if you do not get up 
I'll kick you in ....

Ona ma piękny głos ! Kiedy usłyszałem ostatnią linijkę, szybko otworzyłem oczy i po kilku sekundach, zawisłem nad dziewczyną.
-Witaj Księżniczko.-uśmiechnęła się.
Był to najcudowniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem !
-Witaj... W co chciałaś mnie kopnąć?-zapytałem uśmiechając się pod nosem.
-Ja? Umm.. W nogę-wyszczerzyła się.
Zaśmiałem się głośno i opadłem na dziewczynę całym swoim ciałem. Zaczęła się wiercić i czułem, że próbuje spode mnie wyjść
W końcu udało jej się i wyślizgnęła się spod mojego ciała.
-Zrobiłam Ci śniadanie Cukiereczku!-zaśmiała się.
-Cukiereczku?-uniosłem brwi.
-Tak, jesteś słodki kiedy śpisz.
Zacząłem wachlować się dłonią, udając, że się rumienię. Uderzyła mnie lekko w ramię i położyła mi na kolanach tace. Zrobiłem wielkie oczy i popatrzyłem  na nią pytająco.
-No przecież mówiłam, że zrobiłam Ci śniadanie.-zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się najsłodziej jak umiałem i zaczął wcinać naleśniki. Ona jest idealna, po prostu idealna !
Może Lucy ma rację? Może powinienem z nią spróbować?
Po chwili dziewczyna wstała i udała się do łazienki, gdzie po kilku minutach rozniósł się szum wody.
Bierze prysznic.
Przez ten wczesny poranek i tą pobudkę sprzed kilku minut, wiedziałem, że ona jest TĄ jedyną !






_____________________________________________
Witam :3
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wchodzi :)
Malik chyba się zakochał uuuuu ♥
Mam nadzieję, że uda mi się ich połączyć.
Pozdrawiam xx :D
P.S. A tu wierszyk ułożony przez mnie, który 'śpiewała' Pezz:
Czas wstawać
Zayn musisz wstawać
Proszę Cię wstań
Bo jeśli nie wstaniesz
Kopnę Cię w .... <3



wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 13. "Nic się nie liczy"

Przebudziłam się bardzo, bardzo wcześnie. Było może gdzieś przed piątą. Poranek jak każdy inny, lecz dzisiaj... nie mogłam tak po prostu wstać z łóżka. Leżałam otulona ramionami Zayna. Popatrzyłam na jego twarz. Miał wyraźne rysy twarzy i bardzo spokojny oddech. Zaśpiewał dla mnie ...
Po raz drugi ! Tamtym razem, przypuszczam, że to przez resztki alkoholu w jego organizmie,  ale tym ...
I can't stop thinking about you 'Cause maybe you're loveable
Te słowa jako jedne z niektórych, utknęły w mojej głowie od razu. Jego głos jest anielski!
Uśmiechnęłam się mimowolnie, kiedy przypomniałam sobie, chwilę w której mnie przytulił. Był taki słodki i opiekuńczy... Czy to jest normalne, że taki chłopak nie ma dziewczyny!? Może jest gejem !?
Uspokój się Perrie!
Delikatnie uwolniłam się z jego uścisku i bardzo cicho, wyszłam na balkon. Otwierając drzwi, zobaczyłam jak Zayn niespokojnie porusza się na łóżku. Rękami zaczął szukać mnie obok siebie, a kiedy mnie nie znalazł, myślałam, że się obudzi. Jednak zamiast mnie, przyciągnął do siebie poduszkę, na której spałam.
Przycisnął ją mocno do swojej klatki piersiowej i zaciągnął się jej moim zapachem, który na niej został.
Nie mogłam się powstrzymać i podeszłam do komody. Zabrałam z niej swój telefon i włączyłam aparat. Zayn tak słodko wyglądał z tą przyciśniętą poduszką do torsu, że musiałam zrobić mu zdjęcie.
Odłożyłam telefon powrotem na szafkę i wyszłam na balkon. Chłodne powietrze uderzyło w moje ciało, a na mojej skórze, pokazała się gęsia skórka. Oparłam się o czarną barierkę i patrzyłam na słońce, które powoli zaczęło wschodzić. Nie bardzo chciało mi się stać na nogach tak wcześnie, więc przemogłam się i usiadłam na zimnych płytkach. Skrzywiłam się, ale jakoś dałam radę wytrzymać. Miałam na sobie tylko koszulkę Zayna, więc nie za bardzo miałam się czym ogrzać. Podparłam czoło o barierkę i patrzyłam się przed siebie. Kilka minut siedziałam w spokoju, ale po chwili poczułam za sobą czyjąś obecność. Ten zapach. Zayn. Usiadł za mną i przytulił się do moich pleców. Uśmiech na mojej twarzy pojawił się od razu.
Nawet przez materiał koszulki, czułam gorąco bijące od jego klatki.
-Czemu nie śpisz?-usłyszałam jego ochrypły głos.
O BOŻE !
Tak bardzo seksowny...
-Obudziłam się i jakoś nie mogłam zasnąć...-powiedziałam kładąc delikatnie głowę na jego ramieniu-A Ty ?-dodałam po chwili.
-Nie mogłem Cię znaleźć i się obudziłem ...-wychrypiał mi do ucha.
Po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze, wywołane jego chrypka.
Jestem chora!?
-Przepraszam...-szepnęłam znowu opierając głowę o barierkę.
-Za co?
-No tak jakby, to przeze mnie się obudziłeś...-powiedziałam.
Zaśmiał się cicho i mocniej zacisnął ręce na mojej talii. Podniósł mnie delikatnie i posadził na swoich kolanach.
-Nie chce żebyś była chora...-powiedział po chwili.
Uśmiechnęłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię. Siedzieliśmy w ciszy, obserwując wschód słońca. Był to bardzo piękny widok i cieszę się, że mogę go oglądać... z Zaynem.
To dobry kolega.
-Piękny widok no nie?-spytał Zayn.
Pokiwałam twierdząco głową.
Spędziliśmy tak jakieś pół godziny, patrząc się na słońce. Od czasu do czasu odezwaliśmy się do siebie, ale głównie między nami, była cisza. Bardzo komfortowa cisza.
-Choć, jest jeszcze wcześnie... -powiedział Zayn i podał mi rękę.
Pociągnął mnie w stronę łóżka. Położył się, a ja zaraz obok niego, kładąc głowę na jego brzuch.
Leżeliśmy w ciszy. Nie wiem co mi się stało... Nie wiem dlaczego to zrobiłam.. Ale musiałam!
-Jesteś gejem?-spytałam i mentalnie od razu ugryzłam się w język.
-Co? Skąd to pytanie?-zaśmiał się chłopak.
-No bo wiesz... Jesteś taki miły, opiekuńczy i w ogóle... A nie masz dziewczyny, więc wychodzi na to, że jesteś gejem...-zaśmiałam się cicho.
-Okej... Jeśli okazałoby się nawet, że jestem gejem, to nie lubiłabyś mnie?-spytał z dziwnymi iskierkami w oczach.
-Hmmm... Byłbyś dobrą przyjaciółką!-zaśmiałam się, przez co dostałam kuksańca w ramię.
-Nie jestem gejem Suczko...-cmoknął do mnie w powietrzu.
-Suczko?-oburzona uniosłam brwi.
-Mmm dobra dupcia z Ciebie!-powiedział Zayn jeżdżąc dłońmi po moim brzuchu.
-Dobra Malik nie jesteś gejem!-wrzasnęłam.
Chłopak tylko głośno się zaśmiał i mocno mnie przytulił. Zaczęłam jeździć palcami po tatuażach na jego brzuchu. Połowa z nich, była dla mnie całkiem nieznana. Jakieś dziwne napisy w innych językach.
Nad gumką jego dresów, wytatuowane miał czarne serduszko. Było śliczne.
Zauważyłam, że chłopak mi się przygląda, ale nie odezwałam się.
-Podobają Ci się?-spytał.
-Mhm..-mruknęłam i dalej robiłam to samo.
-Który najbardziej?
-Umm...Ten...-dotknęłam palcami tatuażu Ying Yang.
-Czemu?-spytał trochę zdziwiony.
-Sama nie wiem.. Z resztą wszystkie mi się podobają...-uśmiechnęłam się nieśmiało.
-To czemu sobie nie zrobisz?
Zmieszałam się trochę i przerwałam z nim kontakt wzrokowy.
-Tak w zasadzie, to mam...-nieśmiało popatrzyłam na niego.
-Tak? Gdzie?
-Ja..Um..
Podniosłam się i podwinęłam  koszulkę. Zsunęłam minimalnie gumkę moich bokserek i pokazałam mu swój tatuaż. Chowałam go przed każdym... Nikt nie wiedział o nim, oprócz mnie i...
I nie ważne...
Pociągnął mnie delikatnie za nadgarstek i opuszkami palców jeździł po czarnym tuszu.
-Dlaczego akurat taki?-spytał.
-Umm...Wiesz to był taki spontan. Zdecydowałam się na to, bo razem ze mną robiła go, bardzo ważna dla mnie osoba.-słowa, które wydostały się z moich ust, spowodowały łzy w moich oczach.
Zayn przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło. Nie wiem dlaczego, ale ten gest sprawiał, że czułam się bezpieczna.
Chcecie dowiedzieć się, kim była dla mnie tak ważna osoba?

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 12. "Obudź mnie"

Klękałam na trawie, a Lucy mocno mnie przytulała. Kompletnie nie wiedziałam co się stało. Podniosłam się delikatnie i usiadłam obok dziewczyny. Cały czas się do mnie przytulała. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi ...
Głaskałam ją delikatnie po plecach. Odchyliłam ją powoli  od siebie. Oczy całe zapłakane, makijaż rozmazany. Jej policzek był bordowy,a miejscami siwy... Przez chwilę się przestraszyłam.
Ktoś jej to zrobił?
Patrzyłam na nią ze współczuciem i niewiedzą.
-Co się stało?-spytałam łagodnie.
-Dzw-o-oniła moja ma-ma... Moja ci-o-ocia jest w sz-szpitalu...-powiedziała dziewczyna.
-Tak mi przykro Lily...
-Nie prze-ejmuj się mną...
-Ale, co ci się stało  w policzek?-spytałam skonsternowana.
Dziewczyna uśmiechnęła się BARDZO delikatnie.
-Jakiś chłopak niechcący mnie uderzył...
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem w oczach, ale widziałam, że przez swoją ciocię, jest jej ciężko cokolwiek mówić.
Siedziałyśmy jeszcze jakieś dziesięć minut, może troszkę dłużej. Gadałyśmy o wszystkim, tylko nie o tym, co się stało. Kiedy było jakoś koło godziny szesnastej, wróciłyśmy do domu. Spędziłyśmy na mieście cztery godziny!
Chłopcy ciągle siedzieli w salonie. Widać było, że film, który leciał w telewizorze, w ogóle ich nie interesował. Usiadłyśmy z Lucy koło o nich, a kiedy tylko zobaczyli nas już troszkę mniej zapłakane, zaczęli się gapić. Kiedy Malik zobaczył siniaka na policzku Lucille, złapał ją za rękę i poszli na górę.
Ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Siedziałam i patrzyłam się na chłopaków, którzy patrzyli na mnie.
Po chwili Niall, Louis i Harry gdzieś wyszli, zostawiając mnie z Liamem. Chłopak wstał i usiadł bliżej mnie.
-Chce z Tobą  porozmawiać...-powiedział po chwili.
-Stało się coś?-jąkałam się lekko.
-Musimy pogadać o Zaynie. Słuchaj Perrie... Malik nie jest tym, na kogo wygląda. On jest inny. Oczywiście, nie straszę Cię tylko informuje. Nie jest jakimś bandytą czy coś, ale ma przeszłość, której każdy zna nie chce pamiętać. Zauważyłam jaki jest przy Tobie, jak się zachowuje, uśmiecha, żartuje...
Zanim Cię poznał, był inny. Oziębły, nie odzywał się praktycznie do nikogo... Do szkoły zaczął chodzić, tylko kiedy dowiedział się, że masz być tą "nową". Nie wie za wiele o Twojej przeszłości, ale wie coś, czego nie chce nam powiedzieć. Ma swoje sposoby, żeby sprawdzać takie rzeczy... Ale takim gadaniem to Cię odstraszam, a nie o to chodzi...-przerwał na chwilkę, po czym powiedział- Chodzi o to Pezz, że... Wszyscy chcemy mu pomóc. Każdy z nas dobrze to wie, że nie da rady. Ale Ty dasz. O to w tym wszystkim chodzi. Masz mu pomóc ! Żeby bez Ciebie, był tym samym chłopakiem, którym jest, kiedy jesteś obok. On tak jakby jest od Ciebie zależny Pezz... I teraz moje pytanie...
Pomożesz nam? .... Pomożesz jemu?-chłopak siedział na przeciwko mnie, a w jego oczach pojawiła się niepewność. Nie wiem w ogóle, co mam o tym sądzić.
Czy ja chce mu pomóc? Czy ja dam radę mu pomóc?
-Tak!-odpowiedziałam po chwili...
Ale czy aby na pewno dokładnie to przemyślałam?
*Lucille*
Siedziałam z Zaynem u niego w sypialni. Cały czas wypytywał mnie, o to, co się stało.
Wyjaśniłam mu. Powiedziałam mu wszystko, tak jak było. Powiedziałam mu całą prawdę, o której nie mogła dowiedzieć się Perrie.. Po prostu nie mogła.
Malik siedział niespokojny, pogrążony w swoich myślach.
-Zayn... Perrie nie może dowiedzieć się, co tak na prawdę się stało.. Rozumiesz?- powtórzyłam swoje pytanie po raz kolejny. Chłopak z kamiennym wyrazem twarzy, był zamyślony. Poruszył się i popatrzył na mnie.
-Dlaczego nie chcesz jej o tym powiedzieć?
-Zayn, przecież wszyscy widzimy jaka ona jest... Jest delikatna, strachliwa i krucha... Ona przeżywała by to bardziej ode mnie.. Nie chce... Po prostu nie chce...Żeby zraziła się do chłopaków. Nie chce, żeby się ich bała...-kiedy skończyłam, zobaczyłam na twarzy chłopaka uśmiech...
-Z czego się cieszysz?
-Bo masz rację...-odrzekł z jeszcze większym uśmiechem
-Ale że co ?
-Jest delikatna, strachliwa, krucha, nieśmiała, seksowna, uparta, śliczna, pogodna, idealna, ma śliczne nogi, brzuch i ....
-Nie kończ !- niemalże wrzasnęłam.
Chłopak zaśmiał się głośno i opadł plecami na łóżko.
-Podoba Ci się?-spytałam.
-Co ?- zmarszczył brwi.
-Zakochałeś się Zayn..-powiedziałam łagodnie i przytuliłam go.
Nie odpowiedział na to. Czyli to prawda. Mój malutki  Zayn, się zakochał.
-Awwwwwwww!-wrzasnęłam i rzuciłam się na niego.
Chłopak leżał zdziwiony, a ja siedziałam na jego brzuchu. Złapałam go za policzki i zaczęłam nimi tarmosić w każdą stronę.
-Będziecie idealną parą!-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Weź się uspokój Lucy, ona jest...koleżanką...-powiedział chłopak i przekręcił mnie obok siebie.
-Tak sobie tłumacz Malik!-zaśmiałam się i przytuliłam do jego boku.
Kilka minut ciszy,pozwoliło mi zrozumieć, że chłopak nad czymś się zastanawia... Chce mi coś powiedzieć?
-Luuu, ale tak serio... Myślisz, że ona mogłaby coś do mnie... No wiesz?-spytał przyciszonym tonem.
-Oczywiście Zayn! Idealnie do siebie pasujecie... Tylko, że ...
-Co?
-Twoja agresja, może ją wystraszyć... Ona może się Ciebie bać, jeśli nad tym wszystkim  nie zapanujesz..-powiedziałam ciszej.
-Właśnie oto chodzi Lucy! Przy niej czuję się całkiem inaczej... Jestem po prostu sobą !- uśmiechnął się Zayn.
Ten uśmiech widziałam u chłopaka tylko kilka razy, w ciągu całej naszej znajomości. Ta dziewczyna go odmieni i wierze, że ona da radę !
***
*Perrie*
Śpiąca siedziałam na kanapie razem z całą resztą. Moja głowa kilka minut temu, bezwładnie opadła na ramię Liama. Nie miałam nawet siły, żeby jej podnieść, chociaż czułam się dość nieswojo.
Zayn siedział po mojej prawej stronie i bawił się końcówkami moich włosów. Któryś już raz z kolei oglądaliśmy "Shrek'a". To była moja ulubiona bajka. Zegar na ścianie, wiszący na przeciwko mnie, wybił właśnie godzinę 22. Ospale podniosłam się i popatrzyłam po wszystkich.Chłopcy już spali,a Lucy powoli zaczynała. Popatrzyłam na Zayna. Siedział cały czas taki sam i bawił się moimi włosami. Na jego twarzy nie było żadnej oznaki senności. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
-Chcesz iść spać?
Uśmiechnęłam się leniwie, ale szczerze i pokiwałam twierdząco głową.
Chłopak złapał mnie za rękę,a ja delikatnie się wzdrygnęłam. Na szczęście tego nie poczuł.
Zaprowadził mnie do sypialni, gdzie dał mi swój T-shirt. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic.
Kiedy wróciłam do pokoju, Zayn leżał wykąpany w łóżku. Nieśmiało podeszłam do łóżka, a Zayn uśmiechnął się.
-No wskakuj !
Weszłam delikatnie pod przykrycie i odsunęłam się od niego jak najdalej. Po chwili jednak, chłopak przysunął mnie do swojego torsu. Zayn pachniał zawsze tak ładnie. Była to mieszanka dymu papierosowego, mięty i jego perfum. Chociaż nigdy nie byłam wielką zwolenniczką palenia, ten wymieszany dym pachniał pięknie. Jego tors unosił się powoli. Biło od niego takie ciepło, że w momencie zasnęłam.



Leżałam na trawie w ogrodzie. Moje włosy lekko powiewały na wietrze, a ja czytałam jedną ze swoich ulubionych książek. Wujek huśtał się na huśtawce i opowiadał mi historię, które zawsze z wielką chęcią słuchałam. Po chwili wujek wstał i bez słowa poszedł do domu. Myślałam, że poszedł po herbatę czy coś, ale się myliłam. Wyszedł do ogrodu,a zaraz za nim mój były.
Przystawił mu pistolet do skroni i powiedział:
-To za to, że ode mnie uciekłaś!
I strzelił. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
-A to za to, że nie dałaś się wyruchać!
Skierował broń w moją stronę i strzelił znowu. Jednak nie udało mu się we mnie trafić.
Spudłował? 
Obejrzałam się za siebie i na trawie zobaczyłam... martwego Zayna!


Cała mokra szybko zerwałam się z łóżka. Wiedziałam, że obudziłam Zayna, ale nic na to nie poradzę. Chłopak mocno mnie do siebie przytulił i szeptał do ucha, słowa, dzięki którym powoli się uspokajałam.
-Znowu koszmar?
-Ten sam Zi. Tylko, że tym razem, zabił mojego wujka i on...on zabił Ciebie...-łzy popłynęły stróżką po moim policzku. Malik otarł mi je kciukiem i pocałował w czoło.
-Połóż się...-wyszeptał.

 I can't stop thinking about you
'Cause maybe you're loveable
Maybe you're my snowflake
And your eyes turn from green to gray
And in the winter I'll hug you in a cold place
And you should never cut your hair
'Cause I love the way you flick it off your shoulder

Pojedyncze słowa zaczęły wydostawać się z jego ust. Zaśpiewa dla mnie po raz kolejny?
Wtedy był pijany, a teraz ...


And you will never know
Just how beautiful you are to me
But maybe I'm just in love
When you wake me up

Czy ja jestem dla niego piękna? Czy po prostu to tylko piosenka?

And would you ever feel guilty if you did the same to me
Could you make me a cup of tea
To open my eyes in the right way
And I know you love Shrek
'Cause we've watched it 12 times
And maybe we're hoping for a fairytale too
And if your DVD breaks today
You should've got a VCR
'Cause I've never owned a blue ray, true say


Miał cudowny głos ! On powinien być piosenkarzem !

I was losing favorite game
And then you laugh at me
And be asking me
If I'm gonna be home next week
And then you lie with me till I fall asleep
And flutter eye lash on my cheek between the sheets...

Miałam zamknięte oczy, a mój oddech był powolny i głęboki. Wsłuchiwałam się w tą piękną piosenkę...

Maybe I fell in love when you woke me up!

Aż zasnęłam ....



________________________________________

Nie mogę przestać o Tobie myśleć
Bo może jesteś urocza
Może jesteś moją śnieżynką
I Twoje oczy zmieniają kolor z zielonego w szary
I w zimie będę przytulał Cię w zimnym miejscu
I nie powinnaś nigdy obcinać swoich włosów
Bo kocham sposób w jaki odrzucasz je z ramion

I nigdy się nie dowiesz
Jak piękna jesteś dla mnie
Ale może ja tylko jestem zakochany
Kiedy mnie obudzisz

I czy kiedykolwiek poczujesz się winna jeśli zrobisz mi to samo
Czy mogłabyś mi zrobić filiżankę herbaty
By otworzyć moje oczy w poprawny sposób
I wiem, że kochasz Shrek'a
Ponieważ oglądaliśmy go 12 razy
I może my też mamy nadzieję na bajkę
I jeśli dziś Twoje DVD się popsuje
Powinnaś mieć VCR
Ponieważ nigdy nie miałem blue ray'a, prawdę powiedziawszy

Będę przgrywał w ulubioną grę
A potem ty się zaśmiejesz
I będziesz mnie pytać
Czy będę w domu w przyszłym tygodniu
I będziesz leżeć ze mną dopóki nie usnę
I trzepotać rzęsami w mój policzek pomiędzy prześcieradłami

Może po prostu się zakochałem, kiedy Ty mnie obudziłaś

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 11. "Problemy"

Obudziłam się, kiedy promienie słoneczne, raziły moje oczy. Mruknęłam zdenerwowana tym faktem i od razu przekręciłam się z pleców na brzuch i natknęłam się na coś twardego. Po chwili usłyszałam dosyć głośne zaciągnięcie się powietrzem i mruk niezadowolenia. Szybko otworzyłam oczy i podniosłam się na łokciach. Leżałam na Zaynie. Z jakąś niewidzialną energia, zeskoczyłam z łóżka i stanęłam jak wryta.
Chłopak przekręcił się na plecy i powoli otworzył oczy.
-Co się stało?-zapytał z poranną chrypką.
Gdyby nie to, że się go boję, od razu bym się w nim chyba zakochała.
-Nic..nic.
Malik powoli usiadł na łóżku i przeczesał włosy palcami. Spojrzał na mnie spod tych swoich długich rzęs i uśmiechnął się słodko, po czym zmierzył mnie wzrokiem. Po moim ciele przeszedł dreszcz.
Wzrokiem też tak potrafi?
Moje policzki delikatnie stały się cieplejsze, to pewnie przez rumieniec. Stałam właśnie przed chłopakiem w jego koszulce, która ledwo mnie zakrywała. Uśmiechnęłam się nie śmiało i najszybciej jak mogłam, poszłam w stronę łazienki. Kiedy zamykałam drzwi, słyszałam tylko śmiech Zayna.
Dupek!
Na szczęście moje ubrania leżały poskładane tam, gdzie je wczoraj zostawiłam. Przebrałam się szybko i wyszłam z łazienki. Zayn leżał z głową wciśniętą w poduszki i cichutko sobie pochrapywał.
Podeszłam do łóżka i spod jednej poduszki wyciągnęłam swój telefon.
Schowałam go do tylnej kieszonki spodenek i wyszłam z pokoju. W salonie na kanapie leżeli chłopacy. Wchodząc do kuchni zobaczyłam Lucy. Słodko się do mnie uśmiechnęła i mocno przytuliła.
-Cześć Słońce.-powiedziała siadając przy stole.
-Hej!-uśmiechnęłam się.
Usiadłam po drugiej stornie stolika i patrzyłam jak dziewczyna maluje swoje śliczne paznokcie.
-Jak się spało z Panem Przystojnym Malikiem?-spytała mrugając lewym okiem.
Zaśmiałam się dość głośno, co wywołało z salonu, fale obraźliwych słów w kierunku mojej osoby.
-Sorrka ! -zadarłam się jeszcze głośniej.
-Więc jak?-spytała dziewczyna.
-Ale co jak?
-Jak się z nim śpi?
-Normalnie...-zaśmiałam się.
Na polu była bardzo ładna pogoda. Spojrzałam na godzinę w swoim telefonie. 12:19. Wyspałam się za wszystkie czasy chyba. Uśmiechnięta podeszłam do lustra wiszącego na korytarzu i przeczesałam palcami włosy. Lucille podeszła do mnie po chwili i szepnęła coś na ucho. Zadowolona pokiwałam głową, zgadzając się na  jej propozycję. Lily poszła na górę się przebrać, a ja w tym czasie, poszłam obudzić Pana Śpiocha.
Zaśmiałam się po cichu, kiedy wchodząc do pokoju, Zayn zakrytą miał tylko głowę. Leżał cały odkryty.
Ciężko było mi się opanować i nie spojrzeć na jego bokserki. Ale udało mi się... Spojrzałam raz, może dwa... Górna trzy razy, nie ważne !
Usiadłam obok niego po turecku i powoli zaczęłam ściągać pościel z jego twarzy. Kiedy mi się udało, na moich ustach pojawił się uśmiech zwycięstwa!
Po chwili pożałowałam tego uśmiechu. Zayn szybko otworzył oczy, złapał mnie w pasie i obydwoje nas przykrył. Zaczęłam się wiercić, kopać, śmiać i krzyczeć. Jednocześnie chciałam się chwilę z nim pośmiać.
No co się ze mną dzieje?
Śmialiśmy się, dopóki nie usłyszeliśmy kaszlnięcia. Momentalnie przestaliśmy się ruszać.
-To Ty?-spytałam cicho Zayna.
-Nie...
Oddychaliśmy bardzo cicho, miejscami wstrzymując powietrze. Po chwili Zayn kichnął
-Ale to Ty?-zaśmiałam się cicho.
-Tak.
Zaczęłam się cicho chichrać. Zayn zakrył mi usta dłonią i powiedział
-Przestań, może się nie zorientują, że tu jesteśmy...
No w tym momencie to już musiałam się zaśmiać. Popatrzyłam na niego jak na Debila i ściągnęłam z siebie pościel. Przed nami stała cała czwórka i Lucy. Patrzyli się na nas z uśmiechami na twarzy.
No z czego tak zaciesz?
Tylko jeden z nich, Liam, patrzył na mnie ze współczuciem?
Dlaczego?
Podniosłam się z łóżka i stanęłam obok. Kiedy tylko zobaczyłam w jakim stanie jest łóżko, zaczęłam się cicho śmiać, ale kiedy Zayn odkrył się do pasa, wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Jego włosy były w całkowitym nieładzie. Kiedy wreszcie się uspokoiłam, zeszliśmy wszyscy na dół. Chłopaki rozsiedli się w salonie.
-To idziemy?-spytała Lucy.
-Tak, jasne !- uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy w stronę drzwi.
***
Chodziłyśmy po różnych sklepach i szukałyśmy jakiś ładnych ubrań i dodatków. Obeszłyśmy chyba z piętnaście sklepów, ale nie kupiłyśmy za dużo. Przechodząc koło parku, usiadłyśmy na chwilkę na ławeczce.
Byłyśmy już zmęczone tym całym chodzeniem.
Po drugiej stronie drogi, zauważyłam małą kawiarnię.
-Poczekaj, pójdę po jakąś wodę.-uśmiechnęłam się do Lucy i poszłam.
*Lucille*
Czekałam aż Perrie wróci z kawiarni. Byłam już serio zmęczona tym cały chodzeniem, ale tak bardzo chciałam kupić sobie coś nowego. Udało mi się kupić krótkie spodenki w kwiecisty wzór i do tego białą bluzeczkę.Założyłam okulary przeciwsłoneczne i siedziałam dalej na ławeczce. Po chwili poczułam, że ktoś koło mnie siada. Myślałam, że to Pezz, ale pomyliłam się, kiedy poczułam, że ktoś jeździ ręką po moim udzie.
Szybko ściągnęłam okulary i zobaczyłam przed sobą tego typka. Strzepałam szybko jego dłoń ze swojej nogi i oburzona na niego spojrzałam.
-Witaj Słońce.
-Czego chcesz?
-Nic. Posiedzieć z Tobą.-zaśmiał się.
-Weź koleś ogarnij się i daj mi już spokój okej? Nie mam ochoty rozmawiać z takim cwelem jak Ty!-wrzasnęłam, a moja dłoń ze złością poleciała na jego policzek. Oczy chłopaka pociemniały, a jego szczęka mocno się napięła... Zdenerwowałam go!
Złapał mnie mocno za nadgarstki i przycisnął do oparcia ławki.
-Nigdy.Więcej.Suko.Nie. Próbuj. Mnie.Uderzać.Zrozumiałaś?-wycedził przez zęby.
Nagły przypływ odwagi pozwolił mi na nowe słowa w jego kierunku.
-Bo co mi zrobisz kutasie?-syknęłam w jego stronę.
W jednej chwili jego ręką podniosła się  i z całą siłą jaką chyba ma, wylądowała na moim policzku.
Zadarłam się głośno i złapałam za policzek. W momencie łzy płynęły po mojej twarzy. Cała pewnie się rozmazałam.
Świetnie!
-To Ci zrobię Skarbie-zaśmiał się głośno i odszedł.
Ja pierdolę jaki dupek! Na moim policzku na pewno pojawi się ogromny siniak!
Tylko co ja powiem Pezz? Że się przewróciłam? No bez jaj...
Widziałam Perrie idącą w moją stronę. Chyba z daleka już zobaczyła moje łzy i czerwoną twarz, bo wyrzuciła dwa kubki z sokiem na drogę i zaczęłam biec moją stronę.
-Co się stało Lucy?-spytałam zmartwiona klękając przede mną.
Nie potrafiłam z siebie wydusić słowa, po prostu się do niej przytuliłam.




poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 10. "Obiecuję"

-Zayn on znowu tam był...
Chłopak kiedy usłyszał te słowa, mocno mnie do siebie przytulił.
Staliśmy w ciszy, dopóki któryś z chłopaków nie zapytał o co chodzi. Popatrzyłam się na wszystkich z łzami w oczach i znowu schowałam twarz w bluzie Zayna.
Nikt z nas się nie odezwał. Odeszłam kawałek od Zayna i cichutko spytałam.
-Mogłabym dzisiaj zostać z Tobą?-delikatnie opuściłam głowę.
-Oczywiście!-szeroko się uśmiechnął a w jego oczach widziałam szczęście.
Z czego się tak cieszy? Idź od niego, tylko głowę mu zawracasz!
-A nie będę Wam przeszkadzać? Nie chcę się narzucać...-powiedziałam i spojrzałam na chłopaków.
Na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech i wszyscy jednocześnie krzyknęli "zostajesz!".
Harry podbiegł, złapał mnie w pasie i posadził obok Liama i Nialla na kanapie.
Wzdrygnęłam się,po chwili  wymownie patrząc na Zayna...
Zorientował się, że chodzi o "dotykanie". Skrzywił się lekko i podszedł do mnie. Wziął mnie za rękę, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze...
Jak on to robi?
Uśmiechnęłam się słabo. Zayn powiedział chłopakom, że idziemy na górę, bo już późno i ...poszliśmy.
Dzisiaj był drugi raz, kiedy jestem w jego pokoju. Pociągnął mnie delikatnie na łóżko.
Usiadłam na nim, a on zaraz obok mnie.
-Słuchaj, jeśli to jest problem, to ja mogę pójść...-tu się zatrzymałam.
Nie mogę nigdzie pójść, zostałam sama!-dodałam i się rozpłakałam.
-Ej wszystko będzie dobrze! Możesz zostać tu jak długo zechcesz!-powiedział i mnie przytulił.
Wzdrygnęłam się delikatnie, ale on i tak to poczuł.
-Przepraszam...-westchnął cicho.
-Nie to moja wina... Nie można nawet mnie dotknąć...-spuściłam głowę na dół.
Podniósł ją delikatnie i uśmiechnął się.
-Damy radę !
***
Leżeliśmy z Zaynem na łóżku i oglądaliśmy jakieś filmy na laptopie. Od czasu do czasu mi się ziewało, ale nie chciałam iść jeszcze spać. Oparłam głowę o ramię Malika i patrzyłam w ekran.
Po chwili poczułam wibrację mojego telefonu. Wyciągnęłam go i odczytałam wiadomości. Miałam 4 nieodebrane połączenia od wujka i sms'a.
Uśmiechnęłam się do ekranu i szybko zabrałam się za odpisywanie. Nie chciałam już oddzwaniać, bo wydawało mi się trochę za późno, a znając nas, kilka godzin na rozmowie by nam zeszło.
-Kto to?-usłyszałam głos Zayna.
-Mój Wujek..-uśmiechnęłam się delikatnie i odpisywałam dalej.
Wysłałam sms'a zablokowałam telefon, położyłam go obok siebie i powróciłam do oglądania jakiejś komedii. Od czasu do czasu uśmiechałam się i dogadywałam coś, do słów, jakie mówili aktorzy.
Zayn śmiał się dużo głośniej ode mnie. Chyba nie obudziliśmy chłopaków?  Może jeszcze nie śpią...
Po chwili znowu poczułam wibracje...
Odpisałam szybko i znowu wróciłam do oglądania filmu. Trwał on jakieś trzy godziny, a ja cały czas ziewałam. Kiedy się skończył, Zayn wyłączył laptopa i odłożył go na biurko. Moje oczy się "kleiły", a jak chłopak mnie o coś pytał to cicho mamrotałam. Orzeźwiłam się od razu, kiedy się na mnie położył. Biło od niego takie ciepło...
-Brałam prysznic w domu...-wymamrotałam chowając twarz w poduszkę.
-Ale się przebierz... Usmażysz się...-zaśmiał się.
-Nie mam ubrań!-zrobiłam smutną minkę.
-Możesz spać bez...-na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Spadaj!-zepchnęłam go z łóżka.
-Spokojnie... Masz.-powiedział i podał mi jakąś koszulkę.
Wstałam i poszłam do łazienki, która "przylegała" do jego pokoju. Przebrałam się, a stare ubrania, poskładałam w kostkę i położyłam na komodzie.
Przejrzałam się w lustrze...
Wyglądam okropnie!
Wzięłam pierwszą lepszą szczotkę i rozczesałam swoje średniej długości blond włosy.
Kiedy wszystko było ułożone. Wyszłam z łazienki. Pokręciłam się chwilę po pokoju, czekając na Zayna.
Gdzie on w ogóle poszedł?
Po kilku minutach wszedł do pokoju  w samych bokserkach.
Zaparło mi dech w piersiach.
Uśmiechnął się i powiedział.
-Korzystałem z drugiej łazienki...
Zaśmiałam się i patrzyłam jak chłopak zanurza się w pościeli...
-No co ?-spytał.
-Gdzie mam spać?
-A no tak...-powiedział.
Podniósł się. Podszedł do mnie i złapał za rękę. Myślałam, że zaprowadzi mnie do jakiegoś pokoju, ale on po prostu pociągnął mnie w stronę łóżka.
-Tutaj.-uśmiechnął się słodko i szczelnie okrył mnie kołdrą.
-Dobranoc..-powiedział.
-Dobranoc-uśmiechnęłam się dając mu buziaka w policzek.
***
Leżałam na trawie w ogrodzie. Moje włosy lekko powiewały na wietrze, a ja czytałam jedną ze swoich ulubionych książek. Wujek huśtał się na huśtawce i opowiadał mi historię, które zawsze z wielką chęcią słuchałam. Po chwili wujek wstał i bez słowa poszedł do domu. Myślałam, że poszedł po herbatę czy coś, ale się myliłam. Wyszedł do ogrodu,a zaraz za nim mój były.
Przystawił mu pistolet do skroni i powiedział:
-To za to, że ode mnie uciekłaś!
I strzelił. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
-A to za to, że nie dałaś się wyruchać!
Skierował broń w moją stronę i strzelił znowu.
Szybko zerwałam się z łóżka. Pot spływał po mojej twarzy. Oddychałam szybko, ledwo łapiąc powietrze.
Zayn podniósł się równo ze mną i przytulił mnie.
Położyłam się delikatnie na łóżku i patrzyłam na twarz Zayna.
-Nie pozwól mu mnie zabić..-wyszeptałam cicho.
-Nie pozwolę. Obiecuję!